Podróż do nieba
Jestem zaszeregowana do grupy ludzi transseksualnych. W „Seksretach” bardzo mało pisze się na ten temat, a przecież dookoła jest tylu cierpiących i ukrywających się pod maską uśmiechu (błazna czy klauna). Dlaczego ludzie ci się wstydzą? Dlaczego nikt nie pomaga, takim jak my? Słyszy się ciągle o pomocy dla chorych na AIDS, dla chorych na raka, dla potrzebujących. A co z NAMI? To też choroba. Przecież nie miałam wyboru, rodząc się taką. Przecież chory jest umysł – a nie ciało, które można pokroić, wyciąć niepotrzebną rzecz, by wszystko wróciło do normy.
Psychiatra serwuje serię leków uspokajających, po których nie wiesz, jak się nazywasz. Lecz, jaki jest sens takiego życia. Operacja, leczenie hormonalne – oczywiście, ale kogo na to stać? I co dalej – pustka, bezsens, brak zrozumienia. Mam niespełna 30 lat, a czuję się na 70. Czy tak ma wyglądać dalej moje (i nie tylko) życie, czy nikogo nie obchodzi w naszym pięknym i smutnym kraju, że w Polsce, na co któreś samobójstwo decyduje się naprawdę chora osoba, która uważana jest za zboczeńca lub psychola. Pomijając resztę tych użaleń, pragnę opisać swoje życie, związki, których nie żałuję, ponieważ, chociaż przez jakiś czas czułam się sobą w 100% – akceptowana, kochana, może fałszywie, lecz oślepiona miłością czułam smak życia ludzi niedotkniętych tym, co los dał mi.
Mając niespełna 19 lat, całkiem przypadkowo (banalne, ale prawdziwe) poznałam pierwszą moją miłość. Była starsza ode mnie, nie miało to żadnego znaczenia, ponieważ – jak wiemy – miłość nie wybiera. A ja byłam w ósmym niebie. Spośród ponad 300 osób ona zauważyła mnie, a ja ją. Było to na pewnym zlocie pod namiotami. Ja miałam swój namiot – więc niekrępujące spotkania późną nocą były możliwe bez tych potwornych spojrzeń. Podeszła do mnie, przedstawiła się, no i zaczęła się nasza znajomość. Ja nic jej nie mówiłam o sobie.
Wieczorem przyszła do mnie, do namiotu i zaczęła opowiadać mi o swoim życiu, że jest mężatką i ma troje dzieci, że jest bardzo samotna, że nigdy naprawdę nie kochała, że pragnie być szczęśliwą. Przytuliła się do mnie i pocałowała, z oczu płynęły jej łzy. Poprosiła, bym opowiedziała o sobie. Zrobiłam to z wielkim trudem, ponieważ chciałam, żeby mnie zrozumiała, a nie oceniała. Przyjęła to ze stoickim spokojem, jeszcze mocniej wtuliła się we mnie i zaczęła mnie bardzo mocno i długo całować. To, co czułam… Piękna, mądra kobieta całuje mnie, kładzie mi moją rękę na swojej piersi (pięknej, dużej i jędrnej)…
Byłam zielona w tych sprawach, ponieważ był to mój pierwszy raz (zawsze były marzenia). Przerosłam samą siebie, wstąpił we mnie szatan (albo teraz, albo nigdy – myślałam). Postawiłam sobie zadanie – albo będę sobą i będę ją pieścić, albo przerwę to i każę jej wyjść. Rozpięłam jej bluzeczkę i tak dorwałam się do jej piersi, że krzyczała. Sama zaczęła zdejmować resztę bielizny, znowu wzięła moją rękę i położyła na swojej wilgotnej cipci. Wypieściłam ją, aż do ostatniego tchu, mogłam robić, co tylko chciałam.
Była tak odblokowana, rozluźniona. Trwało to parę godzin. Powiedziała mi, że jeszcze w życiu nie miała tylu orgazmów na raz, że skończyła szczytować, a zaczynał się nowy orgazm. Później ona chciała mnie pieścić, lecz nie zgodziłam się – stwierdzając, że dla mnie jest to sprzeczne z tym, kim się czuję, to nie moje ciało cię kochało, tylko moja psychika, mój mózg wydawał komendy. Powiedziała, że rozumie mnie i poszła do siebie spać. Randki odbywały się przez następne dni, po kilka razy dziennie, aż do końca zlotu. Ponieważ odległość między naszymi domami nie była duża, spotkania odbywały się bardzo często. Po jakimś czasie moja ukochana oznajmiła mi, że żyje z mężem w separacji, że pragnie,
bym u niej zamieszkała, że nie wytrzyma dłużej tych rozstań, że to wszystko jest bez sensu, przecież kochamy się. Postawiła warunek: albo przeprowadzisz się do mnie, albo koniec. Szok! Troje dzieci, obce mieszkanie. Jak? Ale po namyśle zostawiłam całą swoją przeszłość i postanowiłam zaryzykować, wyjść losowi naprzeciw, stawić czoło wszystkim problemom i być prawdziwym mężczyzną. Miała piękne mieszkanie, troje wspaniałych dzieci i psa, a ja starą skodę. Znalazłam nową pracę, płatniejszą, dzieci mnie uwielbiały, chodziły ze mną wszędzie, do kina, na spacer, do sklepu. Była wspaniałą matką i moją ukochaną co noc co dzień, jak tylko było to możliwe, chwytała mnie i błagała, by ją kochać, gryźć, ssać, pieścić, całować i od nowa. Ja też byłam z siebie dumna, było nam cudownie przez 4 lata.
Wrócił pan mąż i tatuś dzieci. Dzieci były obrzucane prezentami, ona kwiatami, przywożona Audi do domu, coraz później wracała, była zła, traktowała mnie jak zużytą zabawkę, która się znudziła i powinna trafić na strych lub do śmietnika. Któregoś wieczora nie wytrzymałam i poprosiłam o rozmowę. Jeżeli ci przeszkadzam, to wystarczy tylko powiedzieć, odejdę, rozchodzą się normalnie małżeństwa, dlaczego my nie możemy rozstać się jak normalni ludzie, ja wszystko rozumiem, potrzebowałaś odmiany, może kogoś do dzieci, by się nimi zajmował, odwoził do żłobka, przedszkola, przez 4 lata, ciebie kochał i uśmiechał się do ciebie, mówił ci, że jesteś piękna i fantastyczna, że jesteś wspaniała, cudowna, że pragnę cię w marzeniach i snach, że ty i tylko ty. Może zapomniałaś, że wszystko, co mia-łam, poszło na dom, na dzieci, buty, zabawki i ubrania, słodycze, lekarzy. Gdzie wtedy był twój ukochany mąż? Zaczęła płakać, mówić, że mnie bardzo kocha, ale jego też, no i dzieci potrzebują ojca. Serce waliło mi jak młot, tak głośno, że przez moment nie słyszałam jej płaczu.
Zmoczyłam głowę pod kranem… Wyszłam. Wróciłam drugiego dnia po pracy, zabrałam swoje rzeczy. Spojrzałam na nią – podeszłam, pocałowałam dzieciaki, które wróciły z podwórka i wyszłam. Wróciłam do siebie. Znowu nowa praca. Rodzina się cieszyła, a ja miotałam się z kąta w kąt, nie mogłam się pozbierać, ciągle pytałam dlaczego? Przecież wypruwałam z siebie flaki, by zapewnić byt rodzinie, byłam duszą wszystkich spotkań, gdy była smutna, stawałam na rzęsach, by się uśmiechnęła, zawsze na pierwszym miejscu była ona i dzieci. Ja się nie liczyłam.
Zostawiłam rodzinę, znajomych, by być z nią. Straciłam chęć do życia. Nawet próbowałam sobie zrobić krzywdę, lecz zbyt mocno bałam się (może i dobrze, po co sprawiać ból rodzinie, ludziom, którzy kochają, nie prosząc o nic). Pozbierałam się dopiero po 2 latach. Myślałam, że wspomnienia, które pozostały mi, będą sensem mego życia. Lecz znowu zakochałam się, najpierw z rezerwą, ale w końcu doszło do zbliżenia. Ona prawnik, dom, samochód, rozwiedziona. Często spotykała się ze mną, rozmawiała. Tłumaczyłam jej, na czym polega transseksualizm, że nie czuję się kobietą, że nienawidzę swego ciała, że dlatego pragnę kochać kobietę i że nie czuję się lesbijką.
Barbara była mną zauroczona, powiedziała, że to wszystko jest nieważne, ona kocha mnie i moją osobowość, że pragnie być tylko ze mną, że wyjedziemy i będziemy szczęśliwe, że doskonale mnie rozumie. Również była ode mnie starsza, więc myślałam, że wie, czego chce, że jest doświadczona życiowo, mąż zabrał jej jedyne dziecko i wyjechał za granicę. Z dzieckiem spotykała się 6 razy w roku. Wspaniały 16-latek, którego miałam okazję poznać. Byłam z nią 6 lat. Tak, to bardzo długo. Znowu przeniosłam się do niej, załatwiła mi ekstra pracę, ubierałam się we wspaniałe dżinsy, adidasy. Kupowała mi zegarki, spinki.
Co tydzień wyjeżdżałyśmy do campingu nad jezioro, miałyśmy wspaniałych znajomych, byli cudowni, może czegoś się domyślali, ale byli szczęśliwi, że Basieńka jest szczęśliwa. Wydzwaniała do mnie kilka razy dziennie do pracy. Była tak zazdrosna, że czasami było mi bardzo głupio, bez powodów urządzała sceny, które mnie trochę męczyły. Często, gdy pieściłam jej cudowne ciało, zastanawiałam się, dlaczego taka kobieta jak ona nie ma faceta, tylko chce być ze mną, przecież jestem takim zwierzakiem w oczach innych. Kochała mnie, a ja ją. Czasami chciała mnie pieścić, lecz jej nie pozwalałam i robiła mi awantury.
Kiedyś nawet chciałam się zgodzić, lecz moja psychika była silniejsza i nie pozwalała mi na to. Nie chciałam, by zobaczyła moje ciało, bo wiedziałam, że to nie to. A tak ja czułam się sobą, a ona nie miała wyrzutów, że jest lesbijką. Znalazła sposób, by przekonać mnie, że chce tylko pieścić moje plecy i brzuch. Zgodziłam się, bo nie chciałam jej stracić, robiła to cudownie, lekko musnęła ustami, jak płatki róż rozsypywała pocałunki. Nie używałam żadnych akcesoriów (sztucznych), ponieważ było to obce ciało, moje ręce były narządami jedynymi, jakie mi pozostały, by nadrobić resztę.
Wyjechała do Stanów na urlop. Zadzwoniła do mnie, że nie wraca, że zostaje na stałe, bo tak chce jej syn. Powiedziała, że bardzo mnie kocha i będzie tęsknić, prosiła, bym nigdy jej nie zapomniała. Bez obaw – pomyślałam sobie – pozostaniesz w moim sercu na zawsze. Rozbiłam piękny wazon, wpadłam w szał, nie wiem, jak to nazwać. Szalałam, pojechałam do jej domu, zabrałam „tylko swoje rzeczy” – (głupia ambicja), rzuciłam na podłogę jej wszystkie prezenty, nie pozostawiając sobie nic. Z żalu, ze złości chciałam zapomnieć, wymazać uczucie z pamięci.
Po roku spotkałam naszego, wspólnego, znajomego, który oświadczył mi, że przykro mu bardzo, powiedziałam z uśmiechem (udawanym) „nie ma sprawy”. Lecz on powiedział: ty chyba o niczym nie wiesz. Zapytałam: o czym? Ano o tym, że Basia nie żyje, umarła na raka jelita grubego, dlatego wyjechała do Stanów. Urwał mi się film, zemdlałam, obudziłam się w szpitalu z rozciętym łukiem brwiowym. Tadeusz, nasz znajomy, odwiózł mnie do domu, ponad 100 km, jeszcze przez parę godzin rozmawialiśmy. Nie mogłam się znowu pozbierać, żałowałam, że nie wzięłam, chociaż jednej rzeczy, którą dostałam od niej… Poświęciłam się pracy, pomocy ludziom, lecz ciągle szukałam siebie, nie mogłam się odnaleźć. Przez rok nosiłam czarną opaskę na kurtce.
W sercu był sam smutek i żal po utraconej ukochanej, żal za chwilę, których nie wykorzystałam, żeby czuła się jeszcze bardziej kocha-na i potrzebna. Za chwilę, w których dąsałam się na nią. Często budziłam się w nocy i ryczałam do księżyca. Urodziła się bratanica, brat chciał poprosić mnie na matkę chrzestną, nie zgodziłam się, był oburzony. Lecz po czasie pomyślał i powiedział: rozumiem cię. Myślę często, by sprostować, czyli zmienić płeć, lecz boję się, by mnie nie okaleczono. Gorzej – każda operacja jest ryzykiem, co dopiero taka. Gdybym miała pewność, że wszystko się uda albo możliwość operacji za granicą, zrobiłabym to. Po Basieńce dałam się złapać Małgosi.
Miała 27 lat, więc prawie rówieśnica. Spotkałam ją w dyskotece. Od razu powiedziała mi, że domyśla się, kim jestem, bo bardzo dużo czytała na ten temat w gazetach i że bardzo się jej podobam, jestem wymarzonym ideałem part-nera (nie noszę typowego męskiego ubioru, bo nie jestem transwestytką, noszę koszulkę męską, bluzę dżins lub kurtkę, spodnie w różnych kolorach). Spotykałyśmy się bardzo długo, zanim chciałam się z nią kochać. Pytałam, czy na pewno wie, czego chce, czy miała kogoś przede mną, kim się czuje. A była śliczną szatynką, zgrabną i te piękne, duże cycuszki. Gryzła mnie ze szczęścia, całowała, płakała, tuliła i znowu całowała, a ja po każdym razie zastanawiałam się jak długo? Kiedy mnie opuści lub zostawi?
Starałam się nie angażować psychicznie, udawać, że ją kocham, tylko ją kochać, ponieważ pragnęłam tego, jak powietrza, nie chciałam cierpieć. Lecz nie ma miłości bez cierpień, bez łez. No i stało się. Kochałam ją za to, że jest piękną, wspaniałą kobietą, że kocha mnie i będzie kochać za-wsze. Zarzekała się na wszystko, że nigdy się nie rozstaniemy, że chce być tylko ze mną, że pragnie być kochana tylko przeze mnie, bo nikt jej tak nie kochał. Dziwne, ale wszystkie były kochane – partnerkami tych prawdziwych facetów. Byłam dumna jak paw. Wyjechałam do domu.
Po powrocie Małgosia zmieniła się nie do poznania – obca, inna. Prosiłam, by powiedziała mi, co się stało, że ją zrozumiem, że nie będzie żadnych awantur. Powiedziała, że nic, że kocha mnie i pragnie ze mną być. Nie wierzyłam. Któregoś razu poszłam za nią. Sprawa jasna: moja Małgosia i Rafał tańczyli, całowali się i dotykali. Wróciła, poprosiła, by ją kochać. Nie wytrzymałam. Powiedziałam, by Rafał ją pokochał, bo ja nie będę po jakimś dupku robić poprawek. Uderzyła mnie w twarz, wyszłam. Na drugi dzień zaczęła płakać i tłumaczyć, że kocha mnie, ale czasami będzie spotykała się z Rafałem.
Odpowiedziałam, że może spotykać się nawet z dwoma Rafałami, że mogła mi powiedzieć, na jakich warunkach ma opierać się nasz związek. Rozpłakałam się. Powtórka – ból serca, głowa mi pękała, żal, że znowu mnie oszukano. Odeszłam. Nie rozumiem ludzi, przecież można być tak szczęśliwym, jeżeli jest wspólna akceptacja, zrozumienie, wierność – i prawdziwe uczucie. Inność jest rzeczą naturalną, jeżeli się kocha. Oto całe moje życie. Nie żałuję tego, co przeżyłam, bo czułam się sobą.
Niejedna osoba w mojej sytuacji zazdrościłaby mi tego, co przeżyłam. I nie poddam się. Nadal pragnę poznać miłą i sympatyczną kobietę, dziewczynę, może być piękna, zgrabna i czuła, mądra i delikatna, która zaakceptuje mój problem, bo przecież nie ma ludzi bez problemów. Chcę już pokochać i być kochaną, bo szkoda upływających chwil. Jeżeli któraś z was po przeczytaniu najprawdziwszej mojej historii życia chciałaby spróbować, proszę, nie obawiaj się. Nic nie mamy do stracenia, a zyskać możemy przyjaźń.


















































Komentarze
Prześlij komentarz