Hania i Piotrek Cuckold
Deszcz
bębnił o szyby sypialni Hani z jednostajną, hipnotyczną siłą, odcinając
wnętrze pokoju od reszty świata. W środku panował półmrok, rozproszony
jedynie przez ciepły blask jednej lampki nocnej i dogasającą świecę o
zapachu piżma. Powietrze było ciężkie, nasycone aromatem drogich perfum,
potu i buzującej adrenaliny.
Piotrek
siedział na brzegu wielkiego, małżeńskiego łoża, czując pod dłońmi
chłodną, satynową pościel. Miał dwadzieścia lat i w tej chwili czuł się,
jakby wkroczył do zakazanej świątyni. Każdy detal tego pokoju – ciężkie
zasłony, rodzinne zdjęcia na komodzie, a przede wszystkim świadomość,
że mąż Hani, Marek, może wrócić w każdej chwili lub, co gorsza, być
gdzieś blisko – sprawiał, że serce chłopaka waliło jak oszalałe.
45 latka Hania stała przed nim, powoli dopijając wino. Czarna, jedwabna halka opinała
jej dojrzałe ciało, podkreślając krągłości i duży piersi 90H, które tak bardzo fascynowały
Piotrka od pierwszego spotkania. Odstawiła kieliszek na nocny stolik,
tuż obok zegarka Marka, i podeszła bliżej. Jej szpilki stukały o parkiet
z bezlitosną precyzją.
–
Wyglądasz na spiętego, Piotrek – szepnęła, kładąc mu dłonie na
ramionach. Jej palce były chłodne, ale dotyk parzył. – Boisz się?
–
To po prostu... to miejsce. I to, co mówiłaś wcześniej o mężu –
wykrztusił, starając się opanować drżenie głosu. – Naprawdę chcesz, żeby
on wiedział? Żeby patrzył? To brzmi jak... szaleństwo.
Hania
zaśmiała się cicho, gardłowo, i usiadła mu na kolanach, oplatając go
nogami. Jej piersi, wciąż jędrne i ciężkie, przycisnęły się do jego
klatki piersiowej. Czuł ich ciepło przez cienką koszulkę.
–
To nie jest szaleństwo, kochanie. To jest najwyższa forma zaufania i
pożądania – zaczęła, gładząc go po policzku. – Widzisz, większość ludzi
żyje w kłamstwie. Ukrywają swoje potrzeby, tłumią fantazje. My z Markiem
postanowiliśmy, że nasze małżeństwo będzie inne. On wie, że potrzebuję
ognia, którego on, w swoim wieku, nie jest już w stanie mi dać w takiej
ilości. I wiesz co? To, że ty tu jesteś, że bierzesz to, co należy do
niego, niesamowicie go podnieca.
Piotrek
patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. Świat, który znał – świat
prostych randek i rówieśniczek – rozpadał się na kawałki.
– On nie czuje zazdrości? – zapytał cicho.
–
Czuje. Ale ta zazdrość jest jak paliwo – wyjaśniła Hania, przesuwając
dłonią w stronę jego paska. – On uwielbia czuć się gorszy od ciebie.
Uwielbia patrzeć, jak młody, silny mężczyzna dominuje nad jego żoną. W
tym układzie ty jesteś „Bullem”. Jesteś siłą natury, która wkracza do
naszego domu i bierze to, co chce. A on... on jest widzem, który karmi
się naszym spektaklem.
Hania wstała i zaczęła powoli rozpinać guziki jego koszuli. Robiła to z nabożną czcią, jakby przygotowywała go do roli życia.
–
Dzisiaj chcę cię przygotować. Chcę, żebyś zrozumiał, że w tej sypialni
nie obowiązują zasady moralności z zewnątrz. Tu liczysz się ty i mój
głód. Kiedy w sobotę będziemy na tarasie, a on będzie siedział w fotelu,
nie chcę, żebyś czuł wstyd. Chcę, żebyś czuł dumę. Żebyś patrzył mu w
oczy, kiedy będziesz mnie posiadał, i pokazywał mu, że jesteś lepszy. Że
twoje ciało jest sprawniejsze, twoje dłonie mocniejsze.
Piotrek
poczuł, jak adrenalina zaczyna wypierać lęk. Wizja upokorzenia
starszego mężczyzny, posiadania jego żony na jego własnych oczach,
zaczęła budzić w nim pierwotny instynkt rywalizacji. Czuł się wybrany.
– Myślisz, że dam radę? – zapytał, a jego głos stał się niższy, bardziej pewny.
–
Już to robisz – mruknęła Hania, zdejmując halkę. Jej ciało w półmroku
wyglądało jak rzeźba. – Widzę to w twoich oczach. Zaczynasz rozumieć tę
grę. Marek już tu jest, Piotrek. Nie fizycznie, ale jego obecność
wypełnia ten pokój. On marzy o tym, co teraz zrobimy. Chce słyszeć każdy
mój jęk, wyobrażać sobie, jak mnie dotykasz.
Przyciągnęła
go do siebie, a ich usta spotkały się w gwałtownym, zachłannym
pocałunku. To nie była czułość; to była proklamacja władzy. Piotrek
poczuł, jak Hania kładzie się na plecach, szeroko rozkładając ramiona na
małżeńskim łożu.
–
Weź mnie teraz – rozkazała. – Zrób to tak, jakbyś chciał mu pokazać, że
to miejsce należy do ciebie. Niech ta pościel przesiąknie twoim
zapachem. Niech on poczuje go jutro rano, kiedy położy się obok mnie.
Piotrek
przestał myśleć. W tej jednej chwili przestał być „młodym
informatykiem”, a stał się narzędziem w rękach doświadczonej kobiety i
ukrytym pragnieniem jej męża. Każdy jego ruch był teraz manifestacją
siły. Kiedy zatapiał się w jej ciele, czuł niesamowitą satysfakcję – nie
tylko fizyczną, ale psychiczną. Wiedział, że gdzieś tam, w domysłach i
fantazjach, Marek obserwuje każdy centymetr ich splecionych ciał.
Hania wygięła się w łuk, wyrzucając z siebie głośny, nieskrępowany jęk, który poniósł się echem po pustym domu.
– Tak... – krzyknęła. – Niech słyszy! Niech wie, jak bardzo jesteś od niego lepszy!
W
tym momencie Piotrek zrozumiał istotę cuckoldu. To nie był tylko seks.
To był teatr upokorzenia i wyższości, w którym on, dwudziestolatek, stał
się królem, a mąż Hani – jego poddanym.
Po wszystkim leżeli w milczeniu. Hania gładziła go po włosach, a jej uśmiech był pełen triumfu.
– Dobry chłopak – szepnęła. – W sobotę mąż nie będzie już tylko w moich opowieściach. Będzie tam naprawdę. Będziesz gotowy?
Piotrek
spojrzał na drzwi sypialni, za którymi czaiła się ciemność korytarza.
Nie czuł już lęku. Czuł niebezpieczne, mroczne oczekiwanie.
– Będę – odpowiedział, a w jego głosie nie było już cienia wątpliwości.
Sobota
nadeszła duszna i lepka, a zapach rozgrzanego węgla drzewnego unosił
się nad działkami już od południa. Piotrek czuł się, jakby szedł na
skazanie, a jednocześnie krew w jego żyłach pulsowała z siłą, której nie
potrafił opanować. Stał przed lustrem, poprawiając koszulę, i widział w
odbiciu chłopaka, który przestał być tylko „sąsiadem”. Stał się częścią
mrocznego, małżeńskiego paktu.
Gdy
przeszedł przez furtkę, zobaczył ich oboje. Hania, w jaskrawoczerwonej
sukience, która przy każdym ruchu odsłaniała jej uda, krzątała się przy
stole. Jej mąż, Andrzej, siedział w cieniu tarasu. Był to potężny
mężczyzna o siwych skroniach i spokojnych, niemal znużonych oczach.
—
O, jest i nasz pomocnik! — zawołała Hania, a jej głos miał w sobie tę
specyficzną, wibrującą nutę, którą Piotrek słyszał tylko w sypialni. —
Andrzej, to ten młody człowiek, który tak dzielnie naprawił nam komputer
i prysznic.
Andrzej
wstał powoli. Jego dłoń, szeroka i twarda, uścisnęła dłoń Piotrka.
Chłopak poczuł dreszcz przerażenia. Czy on wie? Czy to spojrzenie
oznacza pogardę, czy może dziwną, cichą wdzięczność?
—
Miło mi, panie Andrzeju — wykrztusił Piotrek, starając się nie patrzeć
na Hanię, która właśnie pochyliła się nad grillem, wypinając w ich
stronę swoje obfite biodra.
—
Hania bardzo cię chwaliła, chłopcze — odezwał się Andrzej niskim,
chropowatym głosem. — Mówiła, że masz... talent do detali. Że potrafisz
znaleźć usterkę tam, gdzie inni nic nie widzą.
Przez
chwilę panowała cisza, przerywana tylko trzaskiem tłuszczu kapiącego na
żar. Piotrek czuł na sobie wzrok obojga. Hania uśmiechała się
prowokacyjnie, przesuwając palcem po krawędzi szklanki, a Andrzej...
Andrzej usiadł z powrotem w swoim fotelu, ale nie wziął do ręki gazety.
Patrzył na nich. Patrzył, jak Piotrek pomaga Hani nakrywać do stołu, jak
ich dłonie „przypadkiem” się spotykają, jak chłopak nie potrafi oderwać
wzroku od jej biustu G, który w tej czerwonej sukience zdawał się
niemal eksplodować.
—
Napij się z nami, Piotruś — mruknęła Hania, stając tuż za nim i kładąc
mu dłoń na ramieniu. — Wieczór dopiero się zaczyna. A wiesz, że po
dobrym jedzeniu zawsze zostaje mnóstwo pracy... przy sprzątaniu.
Piotrek
spojrzał na Andrzeja. Mężczyzna uniósł szklankę z piwem w niemym
toaście. W jego oczach nie było gniewu. Była tam mroczna fascynacja
widza, który czeka, aż kurtyna pójdzie w górę.
Słońce
zaczęło zachodzić, barwiąc niebo na purpurowo. Na tarasie zapalono małe
lampiony, które rzucały długie, migoczące cienie. Hania zaczęła zbierać
talerze, a jej ruchy stały się jeszcze bardziej wyzywające. Andrzej
wstał i bez słowa przeszedł do salonu. Usiadł w głębokim fotelu, tuż
przy otwartym oknie balkonowym. Został w cieniu, niemal niewidoczny, ale
Piotrek wiedział, że stamtąd widać każdy skrawek tarasu.
—
Czas na sprzątanie, kochanie — szepnęła Hania, podchodząc do Piotrka od
tyłu i wsuwając mu dłonie pod koszulę. — On czeka. My czekamy.
Chłopak
czuł, jak adrenalina miesza się z pożądaniem. Wiedział, że za szybą
siedzi mąż tej kobiety i będzie chłonął każdy ich ruch. To był ten
moment. Punkt bez powrotu.
Półmrok
na tarasie był gęsty i duszny, rozświetlany jedynie przez dogasający
żar grilla i nikłe światło lampionów. Piotrek czuł na plecach ciężki
wzrok Andrzeja. Mąż Hani siedział w głębi salonu, niemal nieruchomy,
zaledwie kilka metrów od nich, oddzielony jedynie cienką szybą i
otwartymi drzwiami balkonowymi. Cień skrywał jego twarz, ale blask
papierosa zdradzał, że patrzy uważnie, chłonąc każdy szczegół.
Hania
nie traciła czasu na sprzątanie naczyń. Podeszła do Piotrka, stając
plecami do okna, tak by jej mąż miał idealny widok na jej krągłości
opięte czerwoną sukienką. Chwyciła dłonie chłopaka i położyła je na
swoich biodrach.
—
No dalej, Piotruś... — szepnęła, prowokacyjnie odchylając głowę, by
odsłonić linię szyi. — Nie bój się go. On chce zobaczyć, jak bardzo mnie
pragniesz. To go karmi tak samo jak mnie.
Piotrek
poczuł, jak strach ustępuje miejsca czystemu, pierwotnemu pożądaniu,
podsycanemu przez tę dziwną, trójkątną dynamikę. Przyciągnął ją mocniej
do siebie. Jego dłonie zaczęły wędrować w górę, pod materiał sukienki,
badając jedwabistą skórę ud. Hania wydała z siebie głośny, gardłowy jęk,
wiedząc, że dźwięk niesie się prosto do uszu Andrzeja.
— Tak... mocniej — syknęła.
Piotrek
odwrócił ją tyłem do siebie, przodem do okna salonu. Teraz to on stał w
cieniu, a Hania była wystawiona na widok jak na scenie. Chłopak uniósł
jej czerwoną sukienkę aż do pasa, odsłaniając białe, koronkowe majtki,
które wbijały się w jej pełne biodra. Widział, jak w głębi pokoju
Andrzej poprawia się w fotelu, nachylając się do przodu.
Hania
oparła się dłońmi o balustradę tarasu, wypinając się w stronę męża.
Piotrek wsunął dłoń pod koronkę, odnajdując jej gorący srom. Zaczął ją
pieszczyć rytmicznie, a Hania zaczęła poruszać biodrami, celebrując
fakt, że jest obserwowana przez obu mężczyzn swojego życia. Każdy jej
ruch był przemyślany, ekshibicjonistyczny, obliczony na wywołanie
dreszczu u widza za szybą.
—
Patrz na niego, Piotrek... — mruknęła, nie odrywając wzroku od ciemnego
konturu Andrzeja. — Widzisz? On nie może oderwać oczu. Jesteś jego
rękami, kochanie. Rób ze mną to, o czym on tylko marzy.
Piotrek,
prowadzony jej słowami, rozpiął spodnie. Hania sama pomogła mu zsunąć
bieliznę, nie przestając patrzeć w stronę salonu. Gdy wszedł w nią od
tyłu, jednym mocnym pchnięciem, oboje wydali z siebie krzyk, który
przeciął ciszę letniej nocy. Andrzej w salonie wypuścił kłąb dymu, a
blask jego papierosa rozjarzył się mocniej.
Rytm
ich ciał na tarasie stał się szybki i bezlitosny. Hania uderzała dłońmi
w barierki, a jej ogromne piersi G falowały pod czerwoną bluzką, którą
Piotrek teraz brutalnie rozpiął, by Andrzej mógł widzieć ich biel. To
nie był już tylko seks – to był rytuał, w którym Piotrek był narzędziem,
a Hania kapłanką własnego pożądania.
W
kulminacyjnym momencie Hania odwróciła głowę i spojrzała prosto w mrok
salonu, wykrzykując imię męża, podczas gdy Piotrek kończył w niej z
siłą, która pozbawiła go tchu. Andrzej wstał powoli, podszedł do samej
szyby, położył na niej dłoń na ułamek sekundy, po czym odwrócił się i
zniknął w głębi domu.
Zostali sami w oparach dymu z grilla i zapachu nocnych kwiatów. Hania osunęła się w ramiona Piotrka, dysząc ciężko.
— Byłeś... genialny — wyszeptała, poprawiając sukienkę. — Teraz on nie zaśnie do rana. A ja... ja czuję się w końcu żywa.
Słońce
wdarło się do kuchni Hani ostrymi, bezlitosnymi snopami światła,
obnażając każdy pyłek kurzu wirujący w powietrzu. Piotrek wszedł do
pomieszczenia niepewnie, wciąż czując w kościach dreszcz wczorajszej
nocy na tarasie. Zatrzymał się w progu, a jego oddech zamarł.
Przy
dębowym stole siedział Andrzej, w milczeniu czytając gazetę i popijając
czarną kawę. Wyglądał na dziwnie spokojnego, niemal posągowego. Ale to,
co działo się obok niego, sprawiło, że Piotrek poczuł uderzenie gorąca.
Hania była całkowicie naga.
Nie miała na sobie nawet szpilki, nie licząc złotego łańcuszka na szyi.
Stała przy blacie, tyłem do nich, krojąc świeży chleb. Jej obfite
biodra i potężny biust G poruszały się rytmicznie przy każdym ruchu
noża. Skóra na jej plecach, wciąż zaróżowiona po nocy, lśniła w porannym
słońcu.
—
Dzień dobry, Piotruś — rzuciła przez ramię, odwracając się z talerzem
pełnym pajd chleba. — Siadaj, pewnie jesteś głodny po tych wszystkich...
„pracach pomocniczych”.
Postawiła
talerz na stole, przechodząc tuż obok męża. Jej pierś niemal otarła się
o ramię Andrzeja, który nawet nie drgnął, choć Piotrek zauważył, że
jego palce mocniej zacisnęły się na brzegu gazety. Hania usiadła na
krześle naprzeciwko chłopaka, rozchylając nogi z taką naturalnością,
jakby była ubrana w najgrubszy szlafrok świata. Jej srom, wciąż wilgotny
po porannym prysznicu, był wystawiony na widok obu mężczyzn.
—
Jedz, kochanie — mruknęła, smarując chleb masłem. — Andrzej, podaj
Piotrkowi herbatę. Gość zasłużył na specjalne traktowanie, prawda?
Andrzej
powoli odłożył gazetę i spojrzał prosto na Piotrka. W jego wzroku nie
było nienawiści, była tam mroczna, wspólnicza satysfakcja. Pchnął
dzbanek w stronę chłopaka.
—
Prawda — odezwał się Andrzej niskim głosem. — Rzadko spotyka się tak...
oddanego sąsiada. Moja żona bardzo ceni twoją obecność. Ja zresztą też.
To, co widziałem wczoraj... — przerwał na chwilę, patrząc na nagie
piersi Hani, które spoczywały na krawędzi stołu — ...było bardzo
pouczające.
Piotrek
czuł, że zaraz spłonie ze wstydu, a jednocześnie ekshibicjonizm Hani
podniecał go bardziej niż kiedykolwiek. Czuł się częścią chorego, ale
fascynującego mechanizmu. Hania, widząc jego zmieszanie, zaśmiała się
gardłowo. Wstała, podeszła do Piotrka i usiadła mu na kolanach,
przyciskając swoje nagie ciało do jego koszuli.
—
Widzisz, Piotruś? Tutaj nie ma już wstydu. Jesteśmy jedną wielką,
działkową rodziną — szepnęła, patrząc wyzywająco na męża. — Andrzej
uwielbia patrzeć, jak mnie dotykasz. A ja uwielbiam, kiedy on patrzy.
Zaczęła
powoli karmić Piotrka kawałkiem chleba, podczas gdy Andrzej, nie
odrywając wzroku od tej sceny, zaczął powoli gładzić swoją żonę po
plecach. Granice zostały ostatecznie starte. Śniadanie zamieniło się w
cichą obietnicę, że od dziś życie na tych działkach nigdy nie będzie już
takie samo.
Po
śniadaniu atmosfera w domu stała się gęsta, niemal elektryczna. Andrzej
wstał od stołu pierwszy, powoli odkładając gazetę. Przez chwilę patrzył
na nagą żonę siedzącą na kolanach młodego sąsiada, a potem przeniósł
wzrok na Piotrka. W jego oczach nie było już dystansu – była tam
chłodna, niemal kliniczna ciekawość architekta, który planuje
przebudowę.
— Chodźcie do sypialni — rzucił krótko. To nie była prośba, to był rozkaz.
Hania
zeskoczyła z kolan chłopaka, posyłając mu triumfalne spojrzenie. Jej
piersi G zakołysały się mocno, gdy ruszyła przodem, wciąż całkowicie
naga, celebrując każdy krok na parkiecie. Piotrek szedł za nią, czując
na plecach oddech Andrzeja.
W
sypialni mąż Hani wskazał Piotrkowi miejsce na środku wielkiego łoża.
Sam nie usiadł. Stanął w rogu pokoju, splatając ramiona na piersi.
—
Rozbierz się, chłopcze — zakomenderował Andrzej. — Chcę widzieć
wszystko. Hania, ty połóż się przed nim. Tak, żebyś czuła jego zapach,
ale nie dotykaj go jeszcze.
Piotrek,
drżącymi rękami, zrzucił ubranie. Pod czujnym okiem małżeństwa czuł się
wystawiony na pokaz bardziej niż kiedykolwiek pod prysznicem czy na
tarasie. Hania wykonała polecenie – ułożyła się na brzuchu, wypinając
swoje potężne biodra w stronę Piotrka, patrząc na niego z dołu z
wyzywającym uśmiechem.
—
Teraz — zaczął Andrzej, podchodząc krok bliżej — Piotrek, weźmiesz ją
od tyłu. Ale powoli. Chcę widzieć, jak jej ciało reaguje na każdy twój
milimetr. Hania, ty masz mu mówić, co czujesz. Chcę słyszeć każdy
szczegół.
Gdy
Piotrek zaczął się poruszać, dyktowane przez Andrzeja tempo było
torturą i nagrodą jednocześnie. Mąż Hani krążył wokół łóżka, poprawiając
ułożenie ich ciał, jakby ustawiał modeli do zdjęcia. Czasami kładł dłoń
na ramieniu Piotrka, nakazując mu stop, by Hania mogła w pełni
wybrzmieć w swoim ekshibicjonistycznym uniesieniu.
—
Patrz na mnie, Haniu — mówił Andrzej, ignorując niemal obecność
chłopaka, choć to on był w środku jego żony. — Widzisz, jaki on jest
młody? Widzisz, jak go wypełniasz?
Hania
wiła się pod dotykiem Piotrka, ale jej oczy były utkwione w mężu. To
był ich wspólny teatr, w którym Piotrek stał się żywym instrumentem.
Sypialnia wypełniła się ich wspólnym oddechem, a Andrzej, widząc finał,
uśmiechnął się po raz pierwszy tego dnia – był to uśmiech człowieka,
który właśnie odzyskał kontrolę nad swoją największą pasją.















































Komentarze
Prześlij komentarz