Hania i Piotrek; naprawa prysznica
Godziny
mijały, a deszcz na zewnątrz w końcu zaczął bębnić o dach altany. W
środku jednak panował upał, którego nie byłby w stanie schłodzić żaden
klimatyzator. Gra pozorów dobiegła końca. Nie było już brudnego
policzka, nie było błędu w systemie. Była tylko czterdziestopięcioletnia
kobieta, która odnalazła swoje drugie życie w oczach młodego chłopaka, i
dwudziestolatek, który właśnie przeszedł najciekawszą lekcję
„informatyki” w swoim życiu.
Gdy
zbliżała się trzynasta, Piotrek zaczął się powoli zbierać. Hania, wciąż
naga, siedziała na kanapie w salonie, pijąc resztkę lemoniady, która
zdążyła się już zagrzać.
— I co, informatyku? System działa? — zapytała, uśmiechając się leniwie.
— Działa idealnie. Choć myślę, że będzie wymagał regularnych przeglądów — odpowiedział, zapinając koszulę.
—
Och, na pewno. Mąż znów wyjeżdża w przyszły czwartek. Myślę, że wtedy
komputer znów może zacząć szwankować. Może nawet… lodówka się zepsuje?
Albo prysznic? — przeciągnęła się, a jej piersi znów dumnie się uniosły.
Piotrek podszedł do niej, pocałował ją w czoło i szepnął:
— Będę przygotowany na każdą awarię.
— Będę przygotowany na każdą awarię.
Wyszedł
z domu Hani, czując na twarzy chłodne krople deszczu. Wiedział, że
teraz, gdy patrzy na jej ogród, nie widzi już tylko płotu i krzaków
pomidorów. Widzi scenę, na której on i Hania będą grać swoje role
jeszcze wiele razy. A najpiękniejsze było to, że nikt inny na całej
działce nie miał pojęcia, jakie „naprawy” odbywają się za zamkniętymi
drzwiami zielonego domku.
Zanim
doszedł do swojej furtki, obejrzał się jeszcze raz. W oknie gabinetu na
chwilę mignęła sylwetka Hani. Nie ubrała się. Stała tam, wiedząc, że on
patrzy, i powoli zasłaniała żaluzje, celebrując każdą sekundę tego
ostatniego, dzisiejszego pokazu.
Tydzień
wlókł się niemiłosiernie. Deszcz, który zaczął padać w dniu „naprawy
komputera”, ustąpił miejsca fali upałów, sprawiając, że powietrze na
działkach stało się gęste i lepkie. Piotrek każdą wolną chwilę spędzał
na tarasie, ale Hania grała w swoją grę – pojawiała się rzadko, zawsze
ubrana nienagannie, jedynie posyłając mu znad płotu długie, prowokacyjne
spojrzenia, które obiecywały wszystko i nic jednocześnie.
W
końcu nadszedł czwartek. Samochód męża Hani zniknął z podjazdu już o
świcie, obładowany wędkami i prowiantem na całą dobę. Piotrek nie musiał
długo czekać. Krótko po dziesiątej usłyszał znajome zawołanie:
— Piotruś! Masz chwilkę? Ten prysznic znowu przecieka, a ja cała pływam!
Chłopak
nie tracił czasu. Złapał skrzynkę z narzędziami, która służyła mu za
alibi, i szybkim krokiem przeszedł przez furtkę. Hania czekała w
drzwiach tarasowych. Tym razem nie było swetrów ani dresów. Miała na
sobie cieniutką, białą koszulę nocną na ramiączkach, która pod wpływem
wilgoci i potu przylegała do jej obfitego biustu G jak druga skóra.
— Chodź szybko, bo zaleje mi łazienkę — rzuciła, uśmiechając się drapieżnie.
W
łazience panowała tropikalna wilgoć. Woda rzeczywiście kapała z
deszczownicy, uderzając rytmicznie o brodzik. Hania stanęła tuż za nim,
gdy Piotrek klęknął przy baterii prysznicowej.
—
Wiesz, to bardzo uciążliwe — szepnęła, kładąc dłoń na jego spoconych
plecach. — Rano chciałam się odświeżyć, a tu taka awaria. Musiałam
przerwać kąpiel w połowie…
Piotrek
czuł, jak zapach mydła i rozgrzanej kobiecej skóry miesza się z
zapachem gumowych uszczelek. Jego dłonie drżały, gdy udawał, że dokręca
zawór.
— Myślę, że to tylko uszczelka, Haniu — wykrztusił. — Zaraz to naprawię.
— Nie spiesz się tak — mruknęła, a jej dłoń zsunęła się niżej, pod pasek jego spodni. — Naprawa musi być… gruntowna.
Piotrek
odłożył klucz francuski. Odwrócił się i spojrzał na nią z dołu. Hania
stała nad nim niczym posąg, a cienka bawełna koszuli nocnej nie ukrywała
już zupełnie niczego. Widział ciemne otoczki jej brodawek i rzeźbę jej
bioder. Bez słowa wstał i złapał ją za talia.
— Naprawione — powiedział niskim głosem. — Teraz musimy sprawdzić, czy ciśnienie jest odpowiednie.
Odkręcił
kurek na pełną moc. Ciepła woda uderzyła w nich oboje, w ułamku sekundy
mocząc jego koszulkę i jej koszulę nocną. Biały materiał na Hani stał
się całkowicie przezroczysty, ukazując każdy szczegół jej dojrzałego
ciała. Kobieta wydała z siebie krótki okrzyk zaskoczenia, który szybko
przeszedł w głębokie westchnienie.
— Jesteś niemożliwy, Piotrek — zaśmiała się, pomagając mu zdjąć mokrą koszulkę.
Zaczęła
rozpinać jego spodnie, podczas gdy on zajmował się ramiączkami jej
koszuli. Gdy ubrania opadły na mokre kafelki, zostali pod prysznicem
całkowicie nadzy, złączeni w uścisku pod strumieniami wody. Hania oparła
się plecami o chłodną ścianę kabiny, pozwalając wodzie spływać po jej
ogromnych piersiach.
— Umyj mnie — rozkazała miękko, podając mu gąbkę nasączoną żelem o zapachu egzotycznych owoców.
Piotrek
zaczął od jej ramion, powoli schodząc niżej. Piana bieliła się na jej
skórze, podkreślając krągłości. Gdy dotarł do biustu, Hania przymknęła
oczy, a jej oddech stał się ciężki. Onieśmielała go swoją wielkością,
swoją miękkością, którą teraz, pod prysznicem, mógł celebrować bez
żadnych ograniczeń.
—
Wiesz, o czym myślę? — szepnęła, gdy jego dłoń błądziła między jej
udami. — O tym, że gdyby ktoś teraz spojrzał przez to małe okienko pod
sufitem, zobaczyłby najpiękniejszą rzecz na całym świecie. Naszą małą,
mokrą tajemnicę.
Piotrek
uniósł ją, a ona oplotła go nogami, nie przejmując się śliską
nawierzchnią. Woda huczała, zagłuszając ich jęki, a para wodna osiadała
na szkle kabiny, tworząc barierę między nimi a resztą świata. Hania była
nienasycona – jej ekshibicjonistyczna natura karmiła się faktem, że
jest tu, teraz, z młodym kochankiem, w domu, w którym jeszcze rano piła
kawę z mężem.
Gdy
w końcu zakręcili wodę, łazienka przypominała saunę. Stali naprzeciw
siebie, ociekający wodą, zmęczeni, ale szczęśliwi. Hania wzięła duży,
puszysty ręcznik i zaczęła wycierać Piotrka, robiąc to z taką czułością,
jakby był jej największym skarbem.
—
I co teraz, mój złoto-rączko? — zapytała, owijając się drugim
ręcznikiem, który ledwo dopinał się na jej piersiach. — Prysznic działa,
my jesteśmy czyści…
—
Teraz — uśmiechnął się Piotrek, całując ją w mokre ramię — myślę, że
musimy sprawdzić, czy łóżko w sypialni nie skrzypi. To też wymaga
fachowej oceny.
Hania
zaśmiała się swoim perlistym, gardłowym śmiechem i pociągnęła go za
sobą do pokoju obok. Wiedzieli, że mają jeszcze wiele godzin, zanim
słońce zacznie zachodzić, a cisza na działkach zostanie przerwana
powrotem wędkarza.
Ta
„naprawa” była dopiero wstępem do popołudnia, o którym oboje będą
pamiętać przez całą nadchodzącą jesień, patrząc na siebie przez płot z
porozumiewawczym uśmiechem, którego nikt inny nie potrafiłby
rozszyfrować.
Sypialnia
Hani tonęła w półmroku, choć za oknem lipcowe słońce prażyło bez
litości. Gruby materiał zasłon przepuszczał jedynie wąskie smugi
światła, które tańczyły na pościeli, podkreślając każdy detal jej
dojrzałego ciała. Gdy weszli do środka, Hania jednym zdecydowanym ruchem
zrzuciła ręcznik. Stanęła przed Piotrkiem całkowicie naga, ociekająca
jeszcze resztkami wody z prysznica, która lśniła na jej skórze jak
perły.
—
No chodź, mój dzielny mechaniku — szepnęła, kładąc się na samym środku
wielkiego łoża. — Zobacz, co przygotowałam dla ciebie w podzięce za te
wszystkie naprawy.
Piotrek,
wciąż oszołomiony tempem wydarzeń, usiadł na krawędzi materaca. Jego
dłonie, dotąd znające tylko chłód narzędzi i szorstkość ogrodowej ziemi,
teraz z niemal nabożną czcią spoczęły na jej piersiach. Były ogromne,
ciężkie i niewiarygodnie miękkie. Zaczął je poznawać centymetr po
centymetrze, czując pod palcami delikatne żyłki pod jasną skórą i
twardniejące, ciemne sutki, które reagowały na każdy najlżejszy dotyk.
Hania wygięła się w łuk, mrucząc z zadowolenia, gdy kciukami drażnił ich
wierzchołki.
—
Lubisz je, prawda? — zapytała, prowokacyjnie rozchylając nogi. — Są
całe dla ciebie. Dzisiaj nikt nie patrzy przez płot, Piotruś. Dzisiaj
masz je na wyciągnięcie ręki.
Chłopak
zsunął się niżej. Jego palce wędrowały wzdłuż jej brzucha, gubiąc się w
fałdkach skóry, które dla niego były symbolem jej dojrzałej kobiecości,
aż dotarły do gęstych, ciemnych włosków między jej udami. Gdy jego
palec wskazujący odnalazł jej łechtaczkę, Hania głośno wciągnęła
powietrze. Była gorąca i mokra, jej ciało pulsowało pod jego dotykiem,
domagając się więcej. Piotrek zaczął badać jej wnętrze, wprowadzając
najpierw jeden, a potem drugi palec, czując, jak jej mięśnie zaciskają
się wokół niego w rytmicznym skurczu.
— Boże, jak ty to robisz… — zawodziła, chwytając go za włosy i przyciągając jego twarz do swojego krocza.
Piotrek
nie potrzebował dalszych zachęt. Jego usta odnalazły to najbardziej
intymne miejsce, a język zaczął pieścić ją z pasją, o którą sam siebie
nie podejrzewał. Hania drżała na całym ciele, jej dłonie zaciskały się
na prześcieradle, a nogi mimowolnie oplatały jego kark. Smak jej
podniecenia był dla niego najsłodszym nektarem. Czuł, jak kobieta zbliża
się do krawędzi, jak jej biodra unoszą się w poszukiwaniu ulgi, aż w
końcu krzyknęła cicho, wyrzucając z siebie całe nagromadzone napięcie.
Gdy
opadła na poduszki, jej pierś falowała gwałtownie. Spojrzała na niego z
wdzięcznością, ale i z tym samym drapieżnym błyskiem, który widział
wczoraj.
— Teraz twoja kolej, kochanie. Nie pozwolę ci tak po prostu wyjść.
W
sypialni czas przestał istnieć, odmierzany jedynie przez miarowy rytm
deszczu uderzającego o dachówki. To był moment, w którym role
ostatecznie się odwróciły. Hania, w pełni wyzwolona z resztek wstydu,
odrzuciła maskę sąsiadki i zamieniła się w kobietę dominującą, świadomą
swojej siły. Postanowiła czerpać z młodości Piotrka garściami,
celebrując każdy centymetr jego sprawnego ciała.
Gdy
chłopak usiadł na brzegu łóżka, Hania powoli uklękła przed nim. Jej
dłonie, wcześniej drżące z niepewności, teraz działały z bezlitosną
determinacją. Rozpięła jego koszulę, guziki z suchym trzaskiem uderzały o
podłogę. Gdy zsunęła z niego dżinsy i Piotrek został całkowicie nagi,
kobieta zamarła na ułamek sekundy, autentycznie urzeczona widokiem.
Patrzyła na jego gładką skórę, na twarde, wyraźnie zarysowane mięśnie
brzucha i przede wszystkim na jego męskość, która w przygaszonym świetle
wydawała się potężna i w pełni gotowa. Bez wahania postanowiła „ubrać”
go w swoje usta. Obejmowała go dłońmi, prowadząc powolną, głęboką
pieszczotę, podczas gdy Piotrek zacisnął palce na jej ramionach, wydając
z siebie zduszony jęk. Hania używała całego swojego doświadczenia, ssąc
go rytmicznie i patrząc mu prosto w oczy, delektując się każdą jego
reakcją.
Po
chwili Hania położyła się na plecach, szeroko rozchylając uda na białej
pościeli. Jej ciemne owłosienie i obfite, kobiece kształty stanowiły
zaproszenie, któremu nie sposób było się oprzeć. Gdy Piotrek nad nią
zawisł, ona zdecydowanym ruchem chwyciła go i skierowała prosto do
swojej rozgrzanej, wilgotnej dziurki. Wejście było gwałtowne i głębokie,
wyrywając z jej gardła głośny, radosny okrzyk. W klasycznej pozycji
misjonarskiej czuła każdy centymetr jego twardego ciała napierający na
jej miękkość. Ich oddechy mieszały się, tworząc wspólną mgłę pożądania, a
jej obfite piersi falowały przy każdym uderzeniu bioder Piotrka. To
była czysta, surowa siła, której tak rozpaczliwie jej brakowało przez
ostatnie lata.
Dynamika
spotkania osiągnęła jednak inny wymiar, gdy Hania, chwytając go za
ramiona, zwinnie przewróciła go na plecy. Usiadła na nim okrakiem – to
był jej moment absolutnej chwały. Zaczęła go ujeżdżać jak szalona
Amazonka w pełnym galopie. Jej piersi w rozmiarze 90H z dużymi, ciemnymi
areolami podskakiwały w rytm ruchów bioder, przypominając potężne
płetwy wieloryba uderzające o taflę oceanu. Odchyliła głowę do tyłu,
śmiejąc się z czystego, euforycznego szczęścia. Czuła się lekka, piękna i
niepowstrzymana. Widziała pod sobą zafascynowaną twarz dwudziestolatka,
który patrzył na nią jak na najcenniejszą nagrodę na świecie. Jej
biodra pracowały z niesamowitą energią, a każdy ruch sprawiał, że czuła
się coraz bardziej spełniona i atrakcyjna.
Finał
nadszedł nagle, wraz z kolejną salwą piorunów za oknem. Galop stawał
się coraz szybszy, aż w końcu Hania opadła na spoconą klatkę piersiową
Piotrka. Oboje osiągnęli szczyt w tym samym momencie, w spazmach, które
zdawały się nie mieć końca. Leżeli teraz spleceni, zlani potem i
wspólnym zapachem, a Hania wyszeptała mu prosto do ucha: „Nawet nie
wiesz, jak bardzo tego potrzebowałam... Jak bardzo czuję się teraz
żywa”.
—
To jest to… — syknęła przez zaciśnięte zęby, odchylając głowę do tyłu. —
Właśnie tego mi brakowało. Twojej młodości, twojego głodu…
Widok
Hani, która sama się obsługiwała, siedząc na nim i patrząc mu
wyzywająco w oczy, był dla Piotrka szczytem marzeń. Czuł się jak w
transie, prowadzony przez jej biodra, które nie znały zmęczenia. W końcu
tempo stało się zbyt zawrotne, a rozkosz zbyt intensywna. Razem
sięgnęli szczytu, złączeni w mokrym od potu uścisku, podczas gdy za
oknem pierwszy grzmot zapowiadał burzę, na którą wszyscy czekali.
Leżeli
tak długo w ciszy, słuchając tylko swoich oddechów i bębnienia deszczu o
szyby. Hania wtuliła się w jego ramię, a jej ciało wciąż drżało z
emocji.
— I co teraz, mój sąsiedzie? — zapytała cicho. — Czy jutro znowu będziesz podglądał mnie przez płot?
—
Jutro — odpowiedział Piotrek, całując ją w czoło — będę czekał na
kolejną awarię. Bo wiem już, że żadna maszyna nie daje takiej
satysfakcji jak ty.
Hania
uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Wiedziała, że ten deszczowy czwartek
to dopiero początek ich długiego, gorącego lata, w którym każde
spotkanie nad płotem będzie miało swój ciąg dalszy w tej mrocznej,
pachnącej grzechem sypialni.
W sypialni zapadła cisza, którą wypełniał jedynie miarowy, uspokajający
szum deszczu za oknem. Adrenalina, która jeszcze przed chwilą buzowała w
ich żyłach, powoli opadała, zostawiając po sobie błogie odrętwienie.
Piotrek nie odsunął się; leżał na plecach, pozwalając, by ciężar ciała
Hani wciąż go przytłaczał – był to ciężar kojący, dający poczucie
realności tego, co się wydarzyło.
Hania
powoli uniosła głowę z jego klatki piersiowej. Jej włosy były w
nieładzie, a na policzkach wciąż płonęły rumieńce, ale w jej spojrzeniu
nie było ani grama zakłopotania czy żalu. Patrzyła na niego z
wdzięcznością, która nie wymagała żadnych komentarzy. Delikatnie
przesunęła dłonią po jego ramieniu, jakby chciała utrwalić w pamięci
dotyk jego skóry. Nie było tu miejsca na nerwowe poprawianie pościeli
czy szukanie wzrokiem ubrań.
Piotrek
odpowiedział na to spojrzenie z powagą, która zaskoczyła go samego.
Czuł, że ta krótka godzina zmieniła w nim więcej niż ostatnie lata
dorastania. Bez słowa wyciągnął rękę i odgarnął mokre pasmo włosów z jej
czoła. W tym geście była czułość, która ostatecznie zatarła granicę
między „chłopakiem od komputerów” a „dojrzałą sąsiadką”. Stali się
dwojgiem ludzi, którzy w środku burzliwego dnia odnaleźli wspólną wyspę.
W
pokoju unosił się zapach ich ciał wymieszany z aromatem wilgotnego
tynku starego domu. Hania uśmiechnęła się ledwie dostrzegalnie i
ponownie ułożyła głowę na jego ramieniu, zamykając oczy. Wiedzieli, że
za drzwiami czeka świat, obowiązki i nieszczęsny komputer, ale w tej
konkretnej minucie liczyło się tylko to, że ich oddechy w końcu zrównały
się w jednym, spokojnym rytmie.






















































Komentarze
Prześlij komentarz