A06. Hania i Piotrek; naprawa prysznica

 

Hania i Piotrek; naprawa prysznica

Godziny mijały, a deszcz na zewnątrz w końcu zaczął bębnić o dach altany. W środku jednak panował upał, którego nie byłby w stanie schłodzić żaden klimatyzator. Gra pozorów dobiegła końca. Nie było już brudnego policzka, nie było błędu w systemie. Była tylko czterdziestopięcioletnia kobieta, która odnalazła swoje drugie życie w oczach młodego  chłopaka, i dwudziestolatek, który właśnie przeszedł najciekawszą lekcję „informatyki” w swoim życiu.
 
Gdy zbliżała się trzynasta, Piotrek zaczął się powoli zbierać. Hania, wciąż naga, siedziała na kanapie w salonie, pijąc resztkę lemoniady, która zdążyła się już zagrzać.
— I co, informatyku? System działa? — zapytała, uśmiechając się leniwie.
— Działa idealnie. Choć myślę, że będzie wymagał regularnych przeglądów — odpowiedział, zapinając koszulę.
— Och, na pewno. Mąż znów wyjeżdża w przyszły czwartek. Myślę, że wtedy komputer znów może zacząć szwankować. Może nawet… lodówka się zepsuje? Albo prysznic? — przeciągnęła się, a jej piersi znów dumnie się uniosły.
Piotrek podszedł do niej, pocałował ją w czoło i szepnął:
— Będę przygotowany na każdą awarię.
Wyszedł z domu Hani, czując na twarzy chłodne krople deszczu. Wiedział, że teraz, gdy patrzy na jej ogród, nie widzi już tylko płotu i krzaków pomidorów. Widzi scenę, na której on i Hania będą grać swoje role jeszcze wiele razy. A najpiękniejsze było to, że nikt inny na całej działce nie miał pojęcia, jakie „naprawy” odbywają się za zamkniętymi drzwiami zielonego domku.
Zanim doszedł do swojej furtki, obejrzał się jeszcze raz. W oknie gabinetu na chwilę mignęła sylwetka Hani. Nie ubrała się. Stała tam, wiedząc, że on patrzy, i powoli zasłaniała żaluzje, celebrując każdą sekundę tego ostatniego, dzisiejszego pokazu.
 
 


Tydzień wlókł się niemiłosiernie. Deszcz, który zaczął padać w dniu „naprawy komputera”, ustąpił miejsca fali upałów, sprawiając, że powietrze na działkach stało się gęste i lepkie. Piotrek każdą wolną chwilę spędzał na tarasie, ale Hania grała w swoją grę – pojawiała się rzadko, zawsze ubrana nienagannie, jedynie posyłając mu znad płotu długie, prowokacyjne spojrzenia, które obiecywały wszystko i nic jednocześnie.
W końcu nadszedł czwartek. Samochód męża Hani zniknął z podjazdu już o świcie, obładowany wędkami i prowiantem na całą dobę. Piotrek nie musiał długo czekać. Krótko po dziesiątej usłyszał znajome zawołanie:
 
— Piotruś! Masz chwilkę? Ten prysznic znowu przecieka, a ja cała pływam!
Chłopak nie tracił czasu. Złapał skrzynkę z narzędziami, która służyła mu za alibi, i szybkim krokiem przeszedł przez furtkę. Hania czekała w drzwiach tarasowych. Tym razem nie było swetrów ani dresów. Miała na sobie cieniutką, białą koszulę nocną na ramiączkach, która pod wpływem wilgoci i potu przylegała do jej obfitego biustu G jak druga skóra.
 
— Chodź szybko, bo zaleje mi łazienkę — rzuciła, uśmiechając się drapieżnie.
W łazience panowała tropikalna wilgoć. Woda rzeczywiście kapała z deszczownicy, uderzając rytmicznie o brodzik. Hania stanęła tuż za nim, gdy Piotrek klęknął przy baterii prysznicowej.
 
— Wiesz, to bardzo uciążliwe — szepnęła, kładąc dłoń na jego spoconych plecach. — Rano chciałam się odświeżyć, a tu taka awaria. Musiałam przerwać kąpiel w połowie…
 
Piotrek czuł, jak zapach mydła i rozgrzanej kobiecej skóry miesza się z zapachem gumowych uszczelek. Jego dłonie drżały, gdy udawał, że dokręca zawór.
— Myślę, że to tylko uszczelka, Haniu — wykrztusił. — Zaraz to naprawię.
— Nie spiesz się tak — mruknęła, a jej dłoń zsunęła się niżej, pod pasek jego spodni. — Naprawa musi być… gruntowna.
 
Piotrek odłożył klucz francuski. Odwrócił się i spojrzał na nią z dołu. Hania stała nad nim niczym posąg, a cienka bawełna koszuli nocnej nie ukrywała już zupełnie niczego. Widział ciemne otoczki jej brodawek i rzeźbę jej bioder. Bez słowa wstał i złapał ją za talia.
 

 
 
— Naprawione — powiedział niskim głosem. — Teraz musimy sprawdzić, czy ciśnienie jest odpowiednie.
Odkręcił kurek na pełną moc. Ciepła woda uderzyła w nich oboje, w ułamku sekundy mocząc jego koszulkę i jej koszulę nocną. Biały materiał na Hani stał się całkowicie przezroczysty, ukazując każdy szczegół jej dojrzałego ciała. Kobieta wydała z siebie krótki okrzyk zaskoczenia, który szybko przeszedł w głębokie westchnienie.
 
— Jesteś niemożliwy, Piotrek — zaśmiała się, pomagając mu zdjąć mokrą koszulkę.
Zaczęła rozpinać jego spodnie, podczas gdy on zajmował się ramiączkami jej koszuli. Gdy ubrania opadły na mokre kafelki, zostali pod prysznicem całkowicie nadzy, złączeni w uścisku pod strumieniami wody. Hania oparła się plecami o chłodną ścianę kabiny, pozwalając wodzie spływać po jej ogromnych piersiach.
— Umyj mnie — rozkazała miękko, podając mu gąbkę nasączoną żelem o zapachu egzotycznych owoców.
 
Piotrek zaczął od jej ramion, powoli schodząc niżej. Piana bieliła się na jej skórze, podkreślając krągłości. Gdy dotarł do biustu, Hania przymknęła oczy, a jej oddech stał się ciężki. Onieśmielała go swoją wielkością, swoją miękkością, którą teraz, pod prysznicem, mógł celebrować bez żadnych ograniczeń.
 
— Wiesz, o czym myślę? — szepnęła, gdy jego dłoń błądziła między jej udami. — O tym, że gdyby ktoś teraz spojrzał przez to małe okienko pod sufitem, zobaczyłby najpiękniejszą rzecz na całym świecie. Naszą małą, mokrą tajemnicę.
Piotrek uniósł ją, a ona oplotła go nogami, nie przejmując się śliską nawierzchnią. Woda huczała, zagłuszając ich jęki, a para wodna osiadała na szkle kabiny, tworząc barierę między nimi a resztą świata. Hania była nienasycona – jej ekshibicjonistyczna natura karmiła się faktem, że jest tu, teraz, z młodym kochankiem, w domu, w którym jeszcze rano piła kawę z mężem.
 
Gdy w końcu zakręcili wodę, łazienka przypominała saunę. Stali naprzeciw siebie, ociekający wodą, zmęczeni, ale szczęśliwi. Hania wzięła duży, puszysty ręcznik i zaczęła wycierać Piotrka, robiąc to z taką czułością, jakby był jej największym skarbem.
— I co teraz, mój złoto-rączko? — zapytała, owijając się drugim ręcznikiem, który ledwo dopinał się na jej piersiach. — Prysznic działa, my jesteśmy czyści…
— Teraz — uśmiechnął się Piotrek, całując ją w mokre ramię — myślę, że musimy sprawdzić, czy łóżko w sypialni nie skrzypi. To też wymaga fachowej oceny.
Hania zaśmiała się swoim perlistym, gardłowym śmiechem i pociągnęła go za sobą do pokoju obok. Wiedzieli, że mają jeszcze wiele godzin, zanim słońce zacznie zachodzić, a cisza na działkach zostanie przerwana powrotem wędkarza.
Ta „naprawa” była dopiero wstępem do popołudnia, o którym oboje będą pamiętać przez całą nadchodzącą jesień, patrząc na siebie przez płot z porozumiewawczym uśmiechem, którego nikt inny nie potrafiłby rozszyfrować.
 
 
Sypialnia Hani tonęła w półmroku, choć za oknem lipcowe słońce prażyło bez litości. Gruby materiał zasłon przepuszczał jedynie wąskie smugi światła, które tańczyły na pościeli, podkreślając każdy detal jej dojrzałego ciała. Gdy weszli do środka, Hania jednym zdecydowanym ruchem zrzuciła ręcznik. Stanęła przed Piotrkiem całkowicie naga, ociekająca jeszcze resztkami wody z prysznica, która lśniła na jej skórze jak perły.
 
— No chodź, mój dzielny mechaniku — szepnęła, kładąc się na samym środku wielkiego łoża. — Zobacz, co przygotowałam dla ciebie w podzięce za te wszystkie naprawy.
Piotrek, wciąż oszołomiony tempem wydarzeń, usiadł na krawędzi materaca. Jego dłonie, dotąd znające tylko chłód narzędzi i szorstkość ogrodowej ziemi, teraz z niemal nabożną czcią spoczęły na jej piersiach. Były ogromne, ciężkie i niewiarygodnie miękkie. Zaczął je poznawać centymetr po centymetrze, czując pod palcami delikatne żyłki pod jasną skórą i twardniejące, ciemne sutki, które reagowały na każdy najlżejszy dotyk. Hania wygięła się w łuk, mrucząc z zadowolenia, gdy kciukami drażnił ich wierzchołki.
 
 

 

— Lubisz je, prawda? — zapytała, prowokacyjnie rozchylając nogi. — Są całe dla ciebie. Dzisiaj nikt nie patrzy przez płot, Piotruś. Dzisiaj masz je na wyciągnięcie ręki.
Chłopak zsunął się niżej. Jego palce wędrowały wzdłuż jej brzucha, gubiąc się w fałdkach skóry, które dla niego były symbolem jej dojrzałej kobiecości, aż dotarły do gęstych, ciemnych włosków między jej udami. Gdy jego palec wskazujący odnalazł jej łechtaczkę, Hania głośno wciągnęła powietrze. Była gorąca i mokra, jej ciało pulsowało pod jego dotykiem, domagając się więcej. Piotrek zaczął badać jej wnętrze, wprowadzając najpierw jeden, a potem drugi palec, czując, jak jej mięśnie zaciskają się wokół niego w rytmicznym skurczu.
 
— Boże, jak ty to robisz… — zawodziła, chwytając go za włosy i przyciągając jego twarz do swojego krocza.
Piotrek nie potrzebował dalszych zachęt. Jego usta odnalazły to najbardziej intymne miejsce, a język zaczął pieścić ją z pasją, o którą sam siebie nie podejrzewał. Hania drżała na całym ciele, jej dłonie zaciskały się na prześcieradle, a nogi mimowolnie oplatały jego kark. Smak jej podniecenia był dla niego najsłodszym nektarem. Czuł, jak kobieta zbliża się do krawędzi, jak jej biodra unoszą się w poszukiwaniu ulgi, aż w końcu krzyknęła cicho, wyrzucając z siebie całe nagromadzone napięcie.
Gdy opadła na poduszki, jej pierś falowała gwałtownie. Spojrzała na niego z wdzięcznością, ale i z tym samym drapieżnym błyskiem, który widział wczoraj.
— Teraz twoja kolej, kochanie. Nie pozwolę ci tak po prostu wyjść.
 
 
W sypialni czas przestał istnieć, odmierzany jedynie przez miarowy rytm deszczu uderzającego o dachówki. To był moment, w którym role ostatecznie się odwróciły. Hania, w pełni wyzwolona z resztek wstydu, odrzuciła maskę sąsiadki i zamieniła się w kobietę dominującą, świadomą swojej siły. Postanowiła czerpać z młodości Piotrka garściami, celebrując każdy centymetr jego sprawnego ciała.
Gdy chłopak usiadł na brzegu łóżka, Hania powoli uklękła przed nim. Jej dłonie, wcześniej drżące z niepewności, teraz działały z bezlitosną determinacją. Rozpięła jego koszulę, guziki z suchym trzaskiem uderzały o podłogę. Gdy zsunęła z niego dżinsy i Piotrek został całkowicie nagi, kobieta zamarła na ułamek sekundy, autentycznie urzeczona widokiem. Patrzyła na jego gładką skórę, na twarde, wyraźnie zarysowane mięśnie brzucha i przede wszystkim na jego męskość, która w przygaszonym świetle wydawała się potężna i w pełni gotowa. Bez wahania postanowiła „ubrać” go w swoje usta. Obejmowała go dłońmi, prowadząc powolną, głęboką pieszczotę, podczas gdy Piotrek zacisnął palce na jej ramionach, wydając z siebie zduszony jęk. Hania używała całego swojego doświadczenia, ssąc go rytmicznie i patrząc mu prosto w oczy, delektując się każdą jego reakcją.
Po chwili Hania położyła się na plecach, szeroko rozchylając uda na białej pościeli. Jej ciemne owłosienie i obfite, kobiece kształty stanowiły zaproszenie, któremu nie sposób było się oprzeć. Gdy Piotrek nad nią zawisł, ona zdecydowanym ruchem chwyciła go i skierowała prosto do swojej rozgrzanej, wilgotnej dziurki. Wejście było gwałtowne i głębokie, wyrywając z jej gardła głośny, radosny okrzyk. W klasycznej pozycji misjonarskiej czuła każdy centymetr jego twardego ciała napierający na jej miękkość. Ich oddechy mieszały się, tworząc wspólną mgłę pożądania, a jej obfite piersi falowały przy każdym uderzeniu bioder Piotrka. To była czysta, surowa siła, której tak rozpaczliwie jej brakowało przez ostatnie lata.
 

 
Dynamika spotkania osiągnęła jednak inny wymiar, gdy Hania, chwytając go za ramiona, zwinnie przewróciła go na plecy. Usiadła na nim okrakiem – to był jej moment absolutnej chwały. Zaczęła go ujeżdżać jak szalona Amazonka w pełnym galopie. Jej piersi w rozmiarze 90H z dużymi, ciemnymi areolami podskakiwały w rytm ruchów bioder, przypominając potężne płetwy wieloryba uderzające o taflę oceanu. Odchyliła głowę do tyłu, śmiejąc się z czystego, euforycznego szczęścia. Czuła się lekka, piękna i niepowstrzymana. Widziała pod sobą zafascynowaną twarz dwudziestolatka, który patrzył na nią jak na najcenniejszą nagrodę na świecie. Jej biodra pracowały z niesamowitą energią, a każdy ruch sprawiał, że czuła się coraz bardziej spełniona i atrakcyjna.
Finał nadszedł nagle, wraz z kolejną salwą piorunów za oknem. Galop stawał się coraz szybszy, aż w końcu Hania opadła na spoconą klatkę piersiową Piotrka. Oboje osiągnęli szczyt w tym samym momencie, w spazmach, które zdawały się nie mieć końca. Leżeli teraz spleceni, zlani potem i wspólnym zapachem, a Hania wyszeptała mu prosto do ucha: „Nawet nie wiesz, jak bardzo tego potrzebowałam... Jak bardzo czuję się teraz żywa”.
— To jest to… — syknęła przez zaciśnięte zęby, odchylając głowę do tyłu. — Właśnie tego mi brakowało. Twojej młodości, twojego głodu…
Widok Hani, która sama się obsługiwała, siedząc na nim i patrząc mu wyzywająco w oczy, był dla Piotrka szczytem marzeń. Czuł się jak w transie, prowadzony przez jej biodra, które nie znały zmęczenia. W końcu tempo stało się zbyt zawrotne, a rozkosz zbyt intensywna. Razem sięgnęli szczytu, złączeni w mokrym od potu uścisku, podczas gdy za oknem pierwszy grzmot zapowiadał burzę, na którą wszyscy czekali.
 
Leżeli tak długo w ciszy, słuchając tylko swoich oddechów i bębnienia deszczu o szyby. Hania wtuliła się w jego ramię, a jej ciało wciąż drżało z emocji.
— I co teraz, mój sąsiedzie? — zapytała cicho. — Czy jutro znowu będziesz podglądał mnie przez płot?
— Jutro — odpowiedział Piotrek, całując ją w czoło — będę czekał na kolejną awarię. Bo wiem już, że żadna maszyna nie daje takiej satysfakcji jak ty.
Hania uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Wiedziała, że ten deszczowy czwartek to dopiero początek ich długiego, gorącego lata, w którym każde spotkanie nad płotem będzie miało swój ciąg dalszy w tej mrocznej, pachnącej grzechem sypialni.
 
 
W sypialni zapadła cisza, którą wypełniał jedynie miarowy, uspokajający szum deszczu za oknem. Adrenalina, która jeszcze przed chwilą buzowała w ich żyłach, powoli opadała, zostawiając po sobie błogie odrętwienie. Piotrek nie odsunął się; leżał na plecach, pozwalając, by ciężar ciała Hani wciąż go przytłaczał – był to ciężar kojący, dający poczucie realności tego, co się wydarzyło.
 
Hania powoli uniosła głowę z jego klatki piersiowej. Jej włosy były w nieładzie, a na policzkach wciąż płonęły rumieńce, ale w jej spojrzeniu nie było ani grama zakłopotania czy żalu. Patrzyła na niego z wdzięcznością, która nie wymagała żadnych komentarzy. Delikatnie przesunęła dłonią po jego ramieniu, jakby chciała utrwalić w pamięci dotyk jego skóry. Nie było tu miejsca na nerwowe poprawianie pościeli czy szukanie wzrokiem ubrań.
 
Piotrek odpowiedział na to spojrzenie z powagą, która zaskoczyła go samego. Czuł, że ta krótka godzina zmieniła w nim więcej niż ostatnie lata dorastania. Bez słowa wyciągnął rękę i odgarnął mokre pasmo włosów z jej czoła. W tym geście była czułość, która ostatecznie zatarła granicę między „chłopakiem od komputerów” a „dojrzałą sąsiadką”. Stali się dwojgiem ludzi, którzy w środku burzliwego dnia odnaleźli wspólną wyspę.
W pokoju unosił się zapach ich ciał wymieszany z aromatem wilgotnego tynku starego domu. Hania uśmiechnęła się ledwie dostrzegalnie i ponownie ułożyła głowę na jego ramieniu, zamykając oczy. Wiedzieli, że za drzwiami czeka świat, obowiązki i nieszczęsny komputer, ale w tej konkretnej minucie liczyło się tylko to, że ich oddechy w końcu zrównały się w jednym, spokojnym rytmie.
 


















































 


 

Komentarze