Spotkanie po latach

 

Spotkanie po latach

 
Wieczór w parku pachniał wilgotną ziemią i nadchodzącą jesienią. Witold szedł wolno, wbijając wzrok w czubki swoich butów, gdy nagle zobaczył znajomą sylwetkę. Marianna. Spotkał ją po latach, a jednak wydawało mu się, że czas dla niej stanął w miejscu. Nadal była ładna — nie piękna w ten onieśmielający, posągowy sposób, ale właśnie ładna, ciepła, znajoma. Sam nie wiedział, co mu się tak naprawdę podoba w tej niemłodej już przecież kobiecie, ale poczuł to samo ukłucie w sercu, co dwie dekady temu.
 
 
 
– Mam ochotę na kawę w twoim towarzystwie – zaczął bez zbędnych wstępów, gdy zrównali się na alejce. Marianna zatrzymała się i zmierzyła go wzrokiem. Jej oczy błyszczały w świetle latarni.
– A ja mam ochotę pospacerować jeszcze po parku – roześmiała się, a był to śmiech, który Witold potrafiłby rozpoznać w najgęstszym tłumie.
– W takim razie ulegam ci jak zawsze. Mogę iść z tobą?
– Oczywiście – roześmiała się znowu, poprawiając szal. – Pamiętasz, jak dawniej spacerowaliśmy nieraz godzinami?
– Pamiętam. A potem rozgrzewałeś moje zawsze zziębnięte ręce – dodała ciszej, a w jej głosie pojawiła się nutka melancholii wymieszanej z przekorą.
 
Witold poczuł, jak krew szybciej krąży mu w żyłach.
– Jak jeszcze powiesz, gdzie były rozgrzewane, to naprawdę zaczerwienię się – Marianna znowu parsknęła śmiechem, uderzając go lekko w ramię.
– Chętnie zrobiłbym to znowu. Tylko że pewnie jesteś zajęta. Masz przecież to swoje ułożone życie.
– Wyjątkowo nie. Od trzech miesięcy jestem sama – odparła, a jej głos stał się twardszy.
– A co z Wiktorem? – Witold uniósł brwi. Pamiętał Wiktora jako człowieka sukcesu, młodszego, zawsze nienagannie ubranego.

– Znalazł sobie młodszą i bogatszą.
– Zwariował. Zostawić taką kobietę jak ty?
– Nie całkiem zwariował. Po prostu kiedy oświadczyłam mu definitywnie, że już nie widzę się przy balii z pieluchami wygotowującą mężusiowi ulubione obiadki, po prostu zrezygnował ze mnie. Zresztą on był o dziesięć lat młodszy. Potrzebował kogoś, kto zbuduje mu domowe ognisko, a ja... ja już swoje w kuchni odstalam.
 
– Aż dziesięć lat? – zdziwił się Witold. – Nigdy nie powiedziałbym, że między wami była taka różnica wieku. Wyglądałaś przy nim jak rówieśnica, a momentami nawet młodziej.
– Nie żartuj. Jeżeli zaraz zaczniesz opowiadać komplementy, to zostawię cię na środku parku i pójdę sobie. O, patrz, idzie Herman. Przylepię się do niego i koniec – zawołała, machając do wysokiego mężczyzny w skórzanej kurtce, który właśnie wyłaniał się zza krzaków bzu.
 
Herman podszedł dość szybko, uśmiechając się od ucha do ucha. Miał w sobie coś z dawnego zawadiaki, co mimo siwizny na skroniach wciąż przyciągało uwagę.
– Chodź z nami, Herman! Bo Witold zaraz zamęczy mnie tanimi komplementami – rzuciła Marianna.
– Zaraz tanimi – burknął Witold, choć w głębi duszy cieszył się z towarzystwa. – Zawsze musisz być taka rogata?

– Taka już jestem, a dzisiaj mam wyjątkowo kiepski dzień – westchnęła.
– To najlepiej zrobimy, jak pójdziemy do ciebie – Herman bezceremonialnie złapał Mariannę za rękę, co ona skwitowała jedynie krótkim uśmiechem.
– Nie wiem, czy to dobry pomysł, bo Heniek ma przyjść z jakimiś problemami i obiecałam mu pomóc – zawahała się.

– To my posiedzimy w tym czasie w pokoju i kwita – zadecydował Herman tonem nieznoszącym sprzeciwu.
– No niech będzie – zgodziła się w końcu.
Poszli do Marianny. Jej mieszkanie było takie, jak ona – przytulne, nieco chaotyczne, pełne pamiątek i zapachu dobrych perfum zmieszanych z aromatem herbaty. Chwilę potem, zgodnie z zapowiedzią, zjawił się Heniek. Był to niski, krępy mężczyzna o poczciwej twarzy, który od progu wyglądał na nieco zaskoczonego. Widząc, że Marianna nie jest sama, odłożył teczkę i zażartował:

– Co to? Zebranie byłych adoratorów?
– Na to wygląda – roześmiał się Witold, rozsiadając się w fotelu.
– W takim razie trzeba sprawę oprzeć o bufet – stwierdził Heniek, sięgając do torby i wyciągając butelkę „Judyty”. – Nie po to przyszedłem z problemami, żeby o nich mówić na sucho.

– Tobie się chyba jeszcze nie zdarzyło przyjść bez flaszki – udała zgorszoną Marianna, ale już wyciągała kieliszki z kredensu.
– Czasami się zdarzało. Jak zabrakło gotówki! – odparł Heniek, a pokój wypełnił się szczerym śmiechem całej czwórki.
 

 
 
Wieczór przy wideo
Rozmawiali o wszystkim i o niczym – o starej paczce znajomych, o tym, kto kogo rzucił, kto zarobił, a kto stracił. Alkohol powoli rozwiązywał języki i sprawiał, że dawne bariery przestawały istnieć. W pewnym momencie Herman, który od dłuższego czasu majstrował przy szafce pod telewizorem, stwierdził:
– Słuchajcie, mam kasetę wideo. Przyniosłem ją od kumpla, mówi, że niezła. Trzech facetów i jedna babka. Może pooglądamy? Trochę klasyki gatunku nam nie zaszkodzi.
 
Marianna uniosła brew, bawiąc się kieliszkiem.
– Właściwie to możemy – zgodziła się, choć w jej głosie brzmiała nuta wyzwania. – Tylko co będzie, jak was potem weźmie na miłość? Jest was trzech, a ja jedna. Nie boicie się, że nie dacie rady?

– Ty wystarczysz za trzy kobiety – stwierdził poważnie Herman, patrząc jej prosto w oczy.
Wstał i włączył odtwarzacz. Obraz na ekranie zadrżał, po czym pojawiły się ziarniste kształty. Siedzieli, popijając pomału trunek, a w pokoju zapadła dziwna cisza, przerywana jedynie odgłosami z telewizora. Marianna, siedząc nieco z boku na małej pufie, uważnie obserwowała mężczyzn. Widziała, jak zmieniają się ich miny, jak atmosfera w pokoju gęstnieje od niewypowiedzianych pragnień.
 
Pierwszy Witold zaczął się niespokojnie kręcić. Rozluźnił krawat, choć w pokoju wcale nie było gorąco. Marianna uśmiechnęła się pod nosem, czując nagły przypływ władzy. Witold zauważył to spojrzenie i zmieszał się, odwracając wzrok w stronę ekranu. W tej samej chwili Heniek, który do tej pory siedział nieruchomo, nagle wstał i bez słowa wyszedł do łazienki.

– Dałbym głowę, że poszedł zrobić sobie dobrze – odezwał się Herman, nie odrywając wzroku od Marianny.
– Myślisz? – Marianna popatrzyła celowo w miejsce, gdzie spodnie Hermana łączyły nogawki. Materiał był napięty, ale on siedział z kamienną twarzą. – A na ciebie to nie działa? – zapytała wprost.
 
Herman uśmiechnął się drapieżnie.
– Nie. Ja wolę żywe kobiety. Wtedy od razu jestem gotów. Te obrazki są dla gówniarzy albo desperatów. Ja potrzebuję zapachu skóry, dotyku...
– Chciałabym to widzieć – roześmiała się, a alkohol szumiący w jej głowie dodał jej odwagi, o jaką sama by się nie podejrzewała.

– To się rozbieraj. Zaraz zobaczysz, co potrafi facet, który wie, czego chce.
Marianna odstawiła kieliszek.
– Nie żartuj. Jestem gotowa to zrobić. Trzy miesiące nie miałam mężczyzny, a Wiktor... Wiktor był szybki i nudny. Na dokładkę wypiłam trochę alkoholu i mam ochotę poczuć, że jeszcze żyję.
– To idziemy do drugiego pokoju – zadecydował Herman, wstał i zdecydowanym ruchem pociągnął ją za sobą.
 
 

 
Przekroczenie granic
Gdy tylko znaleźli się w sypialni, Marianna nie czekała na zachęty. Nim Herman zdążył zamknąć drzwi, stała już przed nim naga, oświetlona jedynie słabym blaskiem wpadającym z przedpokoju. Herman przez chwilę przyglądał się jej w milczeniu. Widział kobietę dojrzałą, o pełnych biodrach i skórze, która wciąż zachowała swoją aksamitność. Jego reakcja była natychmiastowa. Nie krył pożądania, które zamanifestowało się z siłą, jakiej Marianna dawno nie widziała u żadnego mężczyzny.
 
Podeszła do niego, przytulając się lekko do jego nagiej piersi, bo w międzyczasie i on zrzucił ubranie. Herman, trzymając ją mocno za ramiona, ułożył ją delikatnie na wersalce. Nie było w tym brutalności, raczej surowa pasja. Założył jej nogi na ramiona i klęcząc, zaczął powoli wchodzić w nią, czując, jak całe jej ciało drży w oczekiwaniu.
W tej samej chwili drzwi otworzyły się cicho. To był Heniek, który wrócił z łazienki, a za nim w progu pojawił się Witold. Obaj stanęli jak urzeczeni, patrząc na parę na łóżku.

– No tak... A ja? – zapytał Heniek zachrypniętym głosem.
– Daj mi go do buzi, jak nie możesz wytrzymać! – wyjęczała Marianna, wyrzucona poza nawias konwenansów.
 
Nie trzeba było mu tego powtarzać. Już po chwili Marianna poczuła słonawy smak, a jej ciało wygięło się w łuk, gdy dwaj mężczyźni zaczęli zajmować się nią jednocześnie. Ruchy Hermana stały się rytmiczne i mocne, a Heniek oddał się pieszczocie, którą Marianna wykonywała z wprawą i oddaniem.
 
– Może ja się jeszcze zmieszczę? – usłyszeli nagle stłumiony głos Witolda. Stał tuż obok, drżąc z emocji.
– Możesz mi wejść od tyłu – wystękał Herman, który w tym momencie był już w całkowitym amoku. – Ja to lubię...
 
Witold nie wahał się ani sekundy. Przytrzymał Hermana za pośladki i połączył się z nim, tworząc żywy łańcuch pożądania. W pokoju słychać było jedynie ciężkie oddechy i rytmiczne uderzenia ciał. Marianna krzyczała, czując, jak każda komórka jej ciała eksploduje. Herman, czując zbliżający się koniec, zwalił się na nią całym ciężarem, a Heniek i Witold niemal w tej samej chwili osiągnęli szczyt.
 
Nowy początek
Leżeli teraz obok siebie w poplątaniu rąk i nóg, dysząc ciężko. Powietrze w sypialni było gęste i gorące. Po dobrej chwili, gdy serca przestały bić jak oszalałe, Marianna odwróciła się na bok. Spojrzała na Witolda, który wpatrywał się w sufit z niedowierzaniem. Zaczęła delikatnie głaskać jego męskość, a on, ku zdziwieniu wszystkich, zareagował natychmiast.
 
 Marianna rozsunęła uda, przyciągając go lekko na siebie. Witold nie zastanawiał się – wszedł w to straszliwie mokre gorąco, które wydawało się parzyć i koić jednocześnie. W tym momencie nie istniał świat zewnętrzny, nie było Wiktora, nie było problemów Heńka. Byli tylko oni, połączeni w sposób, o którym żadne z nich rano by nie pomyślało.
 
Kiedy po paru godzinach siedzieli w kuchni, odświeżeni prysznicem, pijąc mocną herbatę, panowała między nimi dziwna, ale radosna zgoda. Nie było wstydu, było jedynie poczucie wspólnego przeżycia czegoś niezwykłego.
– Zamawiam następny seans na drugi tydzień – odezwała się nagle Marianna, mieszając cukier w szklance.
 
Mężczyźni popatrzyli po sobie, a potem wybuchnęli śmiechem.
– Będziemy – powiedział krótko Herman.
– Z „Judytą” czy bez? – dopytał Heniek.
– Z „Judytą”, wideo i waszymi zziębniętymi rękami, które trzeba rozgrzać – mrugnęła do nich Marianna.
To był właśnie to. Nowy rozdział, którego nikt z nich nie planował, a który smakował lepiej niż cokolwiek, co spotkało ich w ostatnich latach.
 

























































 

Komentarze