Pożytek z kataryniarza
Pan Tomasz był niezwykle zapracowanym prawnikiem. Praca pochłaniała go tego stopnia, że mimo skończonego bodaj czterdziestego roku życia nie ożenił się i mieszkał po kawalersku ze swoim małomównym loka-jem w czynszowej kamienicy stanowiącej równocześnie jego własność, narażając się na liczne kpiny kolegów z zespołu adwokackiego (za plecami nazywali go „paniczkiem-Tomiczkiem-prawiczkiem -koniobiczkiem').
Między nami mówiąc, jedynie pierwsze dwa człony tego tasiemcowego przezwiska pokrywały się z rzeczywistością, bo, jeśli chodzi o potrzeby seksualne, to pan Tomasz bardzo dyskretne zaspokajał je z „call girls", płacąc jedynemu pośrednikowi w tych randkach —lokajowi – za milczenie (stąd małomówność sługi) prowizję w postaci, jak to ładnie określał, „darmowej minetki od każdej kobietki". Natomiast największą niesprawiedliwość i obelgę wyrządzali panu Tomaszowi koledzy nazywając go koniobiczkiem. Nienawiść i pogarda, jaką pan Tomasz żywił do koniobijców była niemal patologiczna.
Wędrowni warszawscy onaniści zarobkowi, zwani przez pospólstwo eufemistycznie „kataryniarzami" nie byli u pana Tomasza w najlepszej ocenie. W związku z tym „kataryniarze" nie mieli prawa bytu, ani wewnątrz kamienicy, ani na podwórzu, nad czyni czuwał dozorca. Oprócz tego, w każdym pomieszczeniu kamienicy rozlokowano tajny system kamer i podsłuchów, a wszystkie nagrania badano regularnie, dokonując bezwarunkowej eksmisji lokatorów w razie jakiegokolwiek podejrzenia o machinacje onanistyczne.
Obsesja pana Tomasza dotyczyła jedynie mężczyzn, kobiecy onanizm dziwnym trafem tolerował i nawet z lubością wielokrotnie odtwarzał odpowiednie nagrania tak, że wkrótce większość lokatorów składała się z samotnych kobiet i kilku par lesbijskich. Była też, mieszkająca akurat vis-a-vis podwórzowego okna pana Tomasza, sterana praczka i jej niewidoma i niezbyt piękna , osiemnastoletnia córka, spędzająca całe dnie przy oknie, (może lepsze światło) na lekturze brajlowskich wersji „Seksolatek".
Nie była to para ciekawa, dlatego pan Tomasz rzadko przeglądał nagrania z ich izdebki. Ale zdarzyło się, że kiedyś, niewiadomym sposobem, rasowy „kataryniarz" przeniknął na podwórze kamienicy pana Tomasza. Jak to się stało, do dziś nikt nie ustalił. Podobno dozorca i jego chłopaki oglądali świeży numer „Sexolatek" i zaniedbali swoich obowiązków. Tomasz akurat był wtedy w swoim gabinecie i usłyszawszy podejrzane dźwięki mimowolnie rzucił okiem za okno i zdębiał. Na podwórzu, na małym krzesełku siedział tęgawy, łysy mężczyzna z czerwoną, nalaną twarzą, płócienne spodnie miał rozpięte, a w dłoniach trzymał hm... powiedzmy, „wałek korbki do katarynki", kręcąc nim przy tym bardzo tęgo w takt stękań. Tomasza o mało krew nie zalała. Wyciągnął z biurka rewolwer, wypadł na balkon w szczerym zamiarze ukatrupienia „kataryniarza", wycelował i ... oniemiał.
Z bramy podwórza wysunęła się, przebrnąwszy powoli przez schody, dziewczyna-ślepiec i trzymając się ścian, powoli zbliżyła się do „kataryniarza" natrafiając rękami akurat na jego „korbkę". Mile zaskoczony grajek pozwolił jej chwilę potrzymać instrument w dłoniach, a potem odebrał go i muzykował dalej. Dziewczyna wniebowzięta wsłuchiwała się w koncert parsknięć, jęków, westchnień i pisków „kataryniarza", a na jej twarzy po raz pierwszy od chwili wprowadzenia się do kamienicy zagościł błogi uśmiech. Powoli tanecznym ruchem zdjęła koszulinę, stanęła cała naga, tylko w ciemnych okularach ślepca na nosku i wibrującym ruchem obu dłoni wodziła po swoich całkiem obfitych piersiach, udach, aż wreszcie zatopiła je we wnętrzu kosmatej hmm... mandoliny. Duet „kataryniarza" i „mandolistki" tak urzekł pana Tomasza, że nie dość, że nie zabił „kataryniarza", to jeszcze sowicie go nagrodził i nakazał wpuszczać (ale tylko jego) na podwórze o każdej porze, a sam o ile było to możliwe, pilnie asystował przy każdym występie grajka i ociemniałej słuchaczki i jakoś tak, zupełnie bezwiednie, rozpinał rozporek...
— O tej samej — odparł mecenas, rozpinając kołnierzyk koszuli. — I przynieś nową partię „Seksolatek”. Brajl się zużywa, a wyobraźnia potrzebuje świeżego paliwa.





















































Komentarze
Prześlij komentarz