A03. Hania i Piotrek rozmowa spowiedzią
Hania
nie krzątała się jak zwykle. Szła prosto w stronę płotu, ubrana w
jaskrawą, dopasowaną sukienkę, która podkreślała każdą krzywiznę jej
ciała. Stanęła dokładnie tam, gdzie wczoraj wisiała jej bielizna.
— Piotruś? — zawołała, a jej głos, choć spokojny, miał w sobie nową, ostrą nutę, której wcześniej nie słyszał. — Jesteś tam?
Chłopak drgnął, omal nie upuszczając książki. Podszedł do ogrodzenia, czując, jak pot wstępuje mu na czoło.
— Tak, pani Haniu... Coś się stało? — wykrztusił, starając się nie patrzeć jej w oczy, bo bał się, że wyczyta z nich wszystko.
— Tak, pani Haniu... Coś się stało? — wykrztusił, starając się nie patrzeć jej w oczy, bo bał się, że wyczyta z nich wszystko.
Hania
oparła się o płot, nachylając się w jego stronę tak blisko, że poczuł
zapach jej perfum zmieszany z rozgrzaną skórą. Dekolt sukienki
niebezpiecznie się napiął, a on, mimo paraliżującego strachu, nie
potrafił odwrócić wzroku.
—
Wiesz... wczoraj wydarzyła się dziwna rzecz — zaczęła, przesuwając
powoli palcem po krawędzi deski, dokładnie tam, gdzie on wcześniej
dotykał jej ubrań. — Ktoś chyba zaglądał do mojego ogrodu. Ktoś
przestawił moje rzeczy, kiedy byłam pod prysznicem. Nie widziałeś może
jakiegoś... obcego?
Patrzyła
na niego badawczo. Jej wzrok przesuwał się po jego młodej twarzy, po
zaciśniętych na płocie dłoniach. Cieszyła się jego zmieszaniem.
Widziała, jak czerwienieje, jak błądzi oczami po jej ramionach i
piersiach, nie potrafiąc utrzymać kontaktu wzrokowego.
—
Obcego? Nie... nikogo nie widziałem — skłamał, a jego głos zadrżał o
oktawę wyżej. — Byłem w środku, uczyłem się. Może to wiatr? Albo jakiś
kot?
Hania
zaśmiała się cicho, gardłowo. To nie był śmiech sąsiadki, ale kobiety,
która właśnie złapała kogoś na gorącym uczynku i czerpie z tego dziwną
satysfakcję.
— Wiatr nie układa biustonosza w równej linii, Piotrusiu. I kot też raczej nie interesuje się damską bielizną.
— Wiatr nie układa biustonosza w równej linii, Piotrusiu. I kot też raczej nie interesuje się damską bielizną.
Zrobiła pauzę, pozwalając, by ta cisza wybrzmiała między nimi. Widziała, że chłopak ledwo oddycha.
— Szkoda, że nic nie widziałeś — dodała ciszej, niemal szeptem, przybliżając twarz do szczeliny w płocie. — Bo czułam się tak, jakby ktoś bardzo uważnie na mnie patrzył. A wiesz... to bardzo dziwne uczucie dla kobiety w moim wieku. Takie... ożywcze.
Piotrek
stał jak rażony piorunem. Nie przyznał się, ale oboje wiedzieli. Ta
rozmowa była ich pierwszym, nieoficjalnym paktem. Hania nie szukała
winnego, by go ukarać – ona szukała potwierdzenia, że wciąż potrafi
wzbudzać taką pasję.
W następnych dniach napięcie między sąsiadami wzrosło, gdy Piotrek
aktywnie szukał kontaktu, a Hania prowokacyjnie krzątała się po
ogrodzie. Kobieta, świadoma swojej władzy, zaprosiła chłopaka na
lemoniadę i zasugerowała pomoc przy ciężkich pracach w ogrodzie podczas
nieobecności męża.
Słońce
leniwie przetaczało się nad działkami, a zaduch wciąż wisiał w
powietrzu, obiecując burzę, która uparcie nie chciała nadejść. Piotrek, z
ocierającym czoło przedramieniem, odstawił ciężką konewkę. Przez
ostatnią godzinę, pod czujnym okiem Hani, przekopywał pas ziemi pod nowe
nasadzenia. Czuł na plecach jej wzrok – nie był to wzrok starszej
sąsiadki sprawdzającej postępy prac, ale drapieżne, gorące spojrzenie,
które parzyło mocniej niż lipcowe słońce.
Hania
siedziała na wiklinowym fotelu, w cieniu rozłożystej jabłoni. Jej
jaskrawa sukienka, teraz rozpięta pod szyją o jeden guzik za dużo,
opinała się na potężnym biuście, który przy każdym jej głębszym oddechu
zdawał się walczyć z cienkim materiałem. 45-letnia kobieta o pełnych,
rubensowskich kształtach, emanowała pewnością siebie, która Piotrka
jednocześnie fascynowała i przerażała.
— Chodź no tutaj, biedaku. Wykończę cię tym ogrodem — zawołała, sięgając po oszroniony dzbanek. — Zasłużyłeś na coś zimnego.
Chłopak
podszedł niepewnie, czując zapach potu i świeżo skoszonej trawy. Usiadł
na brzegu niskiego zydla, starając się zachować bezpieczny dystans, ale
Hania wskazała miejsce tuż obok siebie. Podała mu szklankę, a ich palce
zetknęły się na ułamek sekundy. Chłód szkła kontrastował z gorącem jej
skóry.
—
Pij, Piotruś. Taki młody, silny organizm potrzebuje nawodnienia —
mruknęła, a jej głos znów nabrał tej niskiej, gardłowej barwy.
Piotrek
pił łapczywie, czując, jak kwaśna cytryna drażni mu gardło. Hania nie
spuszczała z niego oka. Oblizała usta, przyglądając się, jak kropla
lemoniady spływa po jego szyi w dół, pod kołnierzyk koszulki.
—
Wiesz… — zaczęła nagle, bawiąc się słomką — Najpierw ten ręcznik… tak
niefortunnie spadł mi tu w ogrodzie, kiedy wieszałam pranie. Przez to
musiałam tak całkiem naga wieszać pranie tutaj w ogrodzie. Kilka dni
później. Kiedy brałam też całkiem nago prysznic pod ogrodowym
prysznicem, przypomniałam sobie, że jednak zapomniałam ręcznika. I
musiałam iść nago do altan, aby tam się wytrzeć. Za chwilę, po wytarciu
pozostałości wody, również musiałam nago do prysznica, bo tam zostawiłam
zdjęte ubranie. Tam, na płocie zauważyłam, że jakiś chochlik, jakiś kot
przewiesił mi ubranie. Nie wiesz nic o tym Piotrusiu, zalotnie
spojrzała na niego?
Piotrek
zakrztusił się, a twarz momentalnie spłynęła mu szkarłatem. Odstawił
szklankę tak gwałtownie, że płyn o mało się nie rozlał.
— Ja... ja nic... — zaczął się jąkać.
—
Ciii — przerwała mu miękko, kładąc dłoń na jego kolanie. Jej palce były
ciepłe, a dotyk zdecydowany. — Nie musisz kłamać. Przecież widzę, jak
na mnie patrzysz. Od kilku dni jesteś jak mały cień za płotem. Myślisz,
że kobieta w moim wieku nie czuje, kiedy męskie oczy przesuwają się po
jej ciele? Zwłaszcza takie młode, głodne oczy?
Piotrek
wbił wzrok w swoje buty, serce waliło mu w piersi jak oszalałe. Czuł
się osaczony, ale w tym osaczeniu była dziwna, obezwładniająca słodycz.
— Nie gniewa się pani? — wykrztusił w końcu, podnosząc wzrok.
Hania
wybuchnęła krótkim, perlistym śmiechem, odchylając głowę do tyłu. Jej
biust G zakołysał się pod materiałem sukienki, a Piotrek przez chwilę
nie potrafił oddychać.
—
Gniewać? Kochanie, to komplement. Większość mężczyzn w moim wieku widzi
we mnie tylko gospodynię, która dobrze piecze szarlotkę. A ja... ja
uwielbiam ten dreszcz. Uwielbiam wiedzieć, że ktoś patrzy, kiedy myślę,
że nikt nie widzi. To mnie ożywia. Sprawia, że czuję się... soczysta.
Pochyliła
się ku niemu, a zapach jej perfum – ciężkich, kwiatowych, zmieszanych z
nutą rozgrzanego ciała – całkowicie go otoczył.
—
Powiedz mi, co widziałeś? — szepnęła prosto do jego ucha. — Nie bój
się. Nikt się nie dowie. To będzie nasza mała, działkowa tajemnica. Mąż i
tak żyje tylko swoimi krzyżówkami i wędkowaniem. Dla niego jestem
meblem. A dla ciebie? Czym jestem dla ciebie, gdy podglądasz mnie przez
te szpary w płocie?
Piotrek
przełknął ślinę. Tama pękła. Poczucie winy przegrało z buzującym
testosteronem i szczerością, którą ona z niego wyciągała jak magnesem.
—
Widziałem... widziałem wszystko — wyszeptał, niemal bezgłośnie. — Jak
pani zdejmowała ten ręcznik. Jak woda spływała po pani plecach pod
prysznicem. Jest pani... najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek
widziałem. Taką... prawdziwą.
Hania uśmiechnęła się triumfalnie. Przesunęła dłoń wyżej, po jego udzie, czując napięcie jego mięśni.
—
Widzisz? I świat się nie zawalił. Lubię, kiedy chłopak wie, czego chce,
nawet jeśli musi to kraść wzrokiem. Nie wstydź się tego. Ja też się nie
wstydzę. Czasami specjalnie zapominam zasłonić żaluzje. To takie
podniecające, wiedzieć, że tam jesteś. Że twoje serce bije szybciej
przez moją skórę.
Nastała
cisza, przerywana jedynie brzęczeniem osy nad dzbankiem lemoniady.
Piotrek czuł, że granica między nimi właśnie przestała istnieć. Nie był
już tylko „młodym sąsiadem”, a ona nie była „panią Hanią”. Stali się
wspólnikami w grze, której zasady ona dyktowała z wprawą zawodowego
gracza.
—
Słuchaj, Piotruś — zaczęła po chwili, zmieniając ton na bardziej
rzeczowy, choć wciąż podszyty kokieterią. — Skoro już tak dobrze nam się
współpracuje w ogrodzie... mam do ciebie prośbę. Mój stary komputer
znowu odmawia posłuszeństwa. Coś tam wyskakuje, jakieś błędy, a ja i mąż
zupełnie się na tym nie znamy. Dla nas to czarna magia.
Piotrek przytaknął gorliwie, wdzięczny za zmianę tematu, choć wciąż oszołomiony jej wcześniejszymi wyznaniami.
— Jasne, mogę zajrzeć. Pewnie wystarczy go przeczyścić albo zaktualizować system.
Hania
wstała z fotela, prostując sukienkę, która opięła się na jej biodrach w
sposób, który nie pozostawiał wiele wyobraźni. Przeciągnęła się
leniwie, wypinając biust i patrząc Piotrkowi prosto w oczy z wyzywającym
uśmiechem.
—
To umówmy się na jutro. Tak około dziesiątej? Mąż wyjeżdża rano na
ryby, wraca dopiero późnym wieczorem, więc nikt nie będzie nam
przeszkadzał. Będziemy mieli mnóstwo czasu, żebym mogła Tobie wszystko
dokładnie... pokazać. I naprawisz to, co wymaga naprawy w komputerze?
Mrugnęła
do niego, a on wiedział, że komputer jest tylko pretekstem. Że jutro
próg jej domu przekroczy już nie jako pomocnik sąsiadki, ale jako ktoś,
kto dostanie pełny dostęp do widoku, o którym dotąd mógł tylko marzyć
przez dziurkę w płocie.
— Będę na pewno — odpowiedział, a jego głos był już pewniejszy.
— Cieszę się. Do jutra zatem, mój mały podglądaczu.
Hania
odwróciła się i ruszyła w stronę swojego domu, kołysząc biodrami w
sposób, który sprawił, że Piotrek musiał zostać na zydlu jeszcze przez
dłuższą chwilę, czekając, aż tętno mu się uspokoi. Wiedział jedno –
jutrzejszy ranek zmieni wszystko.
Znając Hanię pewnie ubierze się grubo, nałoży swój ulubiony zielony sweter, pewnie pod spodem włoży czerwoną koszulkę. Ciemne spodnie dresowe. Koronkowy biały biustonosz i też pewnie duże majtki. Będę oceniał jej ubranie, zacznę od swetra, będę go dotykał i obmacywał na zewnątrz. I wsadzę ręce pod spód, będę jednocześnie obmacywał sweter i bluzkę. W pewnym momencie jej powiem, że nie pasuje jej ten sweter, z tak po prostu zdejmę z niej i odłożę na bok. Dalej podobny los spotka bluzkę, dresowe spodnie, biustonosz i majtki, Ale wcześniej trzeba włożyć rękę i sprawdzić, jakie jej piersi są miłe w dotyku, podobnie w majtkach sprawdzić, czy jej trójkąt rozkoszy jest ciepły?



























Komentarze
Prześlij komentarz