Kopciuszek wierszem nagryzmolone

 Kopciuszek wierszem nagryzmolone

W chacie niedużej, gdzie świata koniuszek,

 Mieszkał dość ubogo bezwstydny Kopciuszek.

Wraz z Kopciuszkiem pospołu gruba niczym locha,

 Mieszkała w tejże chacie rozpustna macocha.

 




  Z taką zaś rodzinką dobrze to czy źle, 

Mieszkały jeszcze także siostry głupie dwie. 

Wszyscy się trzymali dosyć zwartą grupą, 

Do gdy czasy ciężkie zarabia się dupą.

 Patronat nad burdelem to działka mamuśki,

 Ona obrabiała najwspanialsze kuśki.

 Kopciuszek się zajmował reklamy sprawami, 

Robiąc rozpoznanie między alfonsami.

 Prowadził też księgi, a w skrajnym przypadku,

 Pospołu z rodzinką nadstawiał swego zadku.

 No a siostry przeważnie, znane z namiętności,

 Przyjmowały raczej pospolitszych gości,

 W sumie ten proceder, bądź co bądź ukryty,

 Kręcił się pod nazwą „Rozkosz Afrodyty".

 Choć nazwa ta dziwna dla burdelu w lesie,

 Szybko notowano rozwój w interesie. 

Pewnego zaś razu w nocy do Kopciuszka, 

Przyszła w odwiedziny bardzo stara wróżka.

 - Abra kadabra, sto przebrzydłych moli,

 A nad brzegiem rzeki żabę jeż pierdoli

. Abra kadabra, zbudź się Kopciuszku

, I usiądź spokojnie na swym wielkim łóżku.

 Abra kadabra, księcia taka wola,

 Że która zaspokoi małego pisiola,

 Dostąpi zaszczytów i stanie się żoną, 

Ze śliczną na głowie, królewską koroną.

 A kończąc objawiony tu sekrecik wielki,

 Ofiaruję ci z chęcią złote pantofelki.

 W nich siła jest wielka taka, że a juści,

 Książę się siedmiokroć na buzię ci spuści.

 Uważaj przy tym jednak, bowiem butom mocy, 

Wystarczy z ledwością tylko do północy.

 To mówiąc wróżka przeciągle beknęła,

 Puściła bąka i szybko zniknęła.

 Na łóżku zaś tkwiły, obok kołderki. 

Przepiękne lśniące złotem damskie pantofelki. 

O decyzjach księcia wiedzieli też bliscy, 

Stąd w wielkim zamczysku stawili się wszyscy.

 Masocha Kopciuszka przebrana za bóstwo

 Seksu w sobie zgromadziła mnóstwo.

 Była dobrej myśli, że w związku z figurą,

 Nikt jej nie pomyli z przechodzoną rurą.

 Siostry Kopciuszka się nie przebrały. 

I stać przed księciem chciały tak jak teraz stały.

 Zresztą one wyrwane spod ulicznej lampy, 

Wyglądały mniej więcej niczym małe wampy. 

Siostrzyczki specjalnie sił swych nie dzieliły,

 By we dwie razem księcia wypieściły. 

Inaczej niż wszyscy odział się Kopciuszek,

 Umył swój lewy i prawy cycuszek,

 Wyprasował miniówę na kancik wąski

 I skoczył do sex-shopu po nowe podwiązki.

 Kibie miał on piękną i giętką jak struna,

 A włoski swoje podniósł na dzikiego puna.

 Zabiegi poprowadził nad pryszczatym pyskiem,

 By zrobić księciu laskę, na machoń, z połyskiem. 

I poszły dziewczątka na zamek do księcia,

 Bo wszystkie były przecież naraz i do wzięcia.

 Jeszcze tylko masocha zakluczyła drzwiczki,

 Jeszcze tylko Kopciuszek sięgnął po trzewiczki,

 I już były w zamku witane przez księcia.

 - Witajcie, witajcie kochane dziewczęcia! 

Królewicz ukłonił się pięknie, z lubością, 


No a przede wszystkim z olbrzymią radością.

 Podrapał się w jądra swoje nie domyte,

 Bo miał nawyki iście znakomite.

 W dalszej kolejności zapragnął muzyki,

 Bo książę miał w sobie królewskie nawyki.

 Kopciuszek spostrzegł, że prosto z jadalni,

 Prowadzono dziewczęta zaraz do sypialni.

 Odźwierny tylko coś biadolił,

 Że księcia jak dotąd nikt nie zadowolił.

 A że kolejka była szeroka i długa, 

W eliminacjach pomagał księcia wierny sługa.

 Pieprzył po kolei każdą jedną damę,

 I też po kolei wyrzucał za bramę. 

Aż przyszła kolej na grubą macochę,

 Która zaraz wyszła obolała trochę.

 Weszły też i siostry, ale te po chwili 

Z sypialni królewskiej szybko wyrzucili.

 Aż został Kopciuszek, który w wielkim smutku,

 Do sypialni księcia przeszedł pomalutku.

 Książę zaś oniemiał, kiedy jego kuśka,

 Ni stąd, ni zowąd stała się krągluśka.

Rósł pisiol szybko jak zaczarowany, 

Pęczniał niemal w oczach, sięgał już do ściany,

 Wił się po podłodze niczym wąż olbrzymi,

 A Kopciuszek go chwycił usteczkami swymi,

 I niby na kształt drożdżowego ciasta,

 Pisiol książęcy ciągle się rozrasta.

 Kopciuszek o rozkosz księcia wnet przyprawił, 

Że się biedak ze szczęścia prawie nie udławił.

 Lizał go Kopciuszek i nie odpoczywał, 

Książę zaś z podniety ciągle pojękiwał. 

Wreszcie przeszedł przez króla dreszcz wielkiego spazmu.

 I doszedł kutas olbrzym do super orgazmu.

 Wystrzeliła fontanna jak pocisk pancerny

 I cały niemal zamek śliski był od spermy.

 - Brawo! - woła książę no i w dłonie klaska

 -Ty jedna ukoiłaś mojego kutaska,

 Zbieraj się zatem, bo będziesz mi żoną,

 Z królewską na głowie, przepiękną koroną.

 Lecz już zegar nadaje sygnały północy,

 Już Kopciuszek niczym pocisk z procy

 W pośpiechu niezwykłym przebiera nóżkami

, Zostawiając bucik przed sypialni drzwiami. 

- Dokąd, jędzo! - dziko książę wrzaśnie

, Nie wiedząc nic o tym, że zaraz czar zgaśnie. 

I w rozpacz wpadłszy oraz wielką trwogę

 Spadł biedak z łóżka prosto na podłogę.

 Wkurzony zaś wielce takim zajściem całem,

 Cisnął prosto w okno Kopciuszka sandałem.

 Trzewik wibracji nabrawszy potężnej. 

Odbił się od bramy solidnej mosiężnej. 

Przeleciał gdzieś w zarośla, no a zaraz potem,

 Spadł na głowę Kopciuszka z olbrzymim łoskotem.

 Już Kopciuszek krwią obfitą broczy,

 Ugodzony obcasem między błędne oczy.

 Zajścia zaś takim niezwykłym wynikiem. 

Wyskoczył książę z sypialni rozbudzony krzykiem.

 A podszedłszy bliżej z zaskoczonym ryłem 

Dumny z siebie bardzo rzekł: - O kurcze, trafiłem!

 I zbiegłszy szybko z miejsca przestępstwa

 Dał wyraz swego niezwykłego męstwa. 

I pomyślał książę, myśli swych ostatkiem,

 Że nawet bajki rządzą się przypadkiem.

 Wystawiono księciu przepiękną mogiłę.

 Umarł dość haniebnie. Na Kopciuszka kiłę. 






















































Komentarze